“Daybreak” to kolejny serial, za oglądanie którego wzięłam się w ramach nadrabiania zaległości. Oglądało się go dosyć szybko i przyjemnie. To taka teen-komedia w klimacie postapo. Choć humor serialu nie zawsze idealnie trafiał w moje poczucie humoru, to ostatecznie oglądając go bawiłam się całkiem nieźle.

Postapokalipsa zombie w świecie nastolatków

Mimo, że postapokalipsa to dosyć wyświechtany już temat na historię, to w “Daybreak” odrobinę różni się od innych produkcji. Po wybuchu kilku bomb biologicznych, w zombie zamienili się tylko dorośli i co ciekawe powtarzają ostatnie wypowiedziane przed apokalipsą zdanie. Jak się domyślacie zazwyczaj są to naprawdę bezmyślne, zabawne słowa wyrwane z kontekstu. Zombie są głodni, a zwabieni hałasem, albo zapachem krwi, biegną w kierunku ofiary.

Daybreak recenzja

Młodzież, która przetrwała, połączyła się w grupy. Największą i budzącą największy respekt i postrach jest grupa Osiłków dowodzona przez bezlitosnego Turbo. To ci kolesie ze zwiastuna, którzy wyglądają, jak wyrwani z Mad Maxa. Inne plemiona są im w pewien sposób poddani. Wśród nich znajdziemy nerdy, golfistów, Cheermazonki, czyli właściwie przekrój szkolnych subkultur. Mi najbardziej przypadły do gustu Cheermazonki, do grona których należą oczywiście same dziewczyny. Aby się do nich przyłączyć, należy przejść kilka prób. Są one uosobieniem prawdziwego girl power – dbają o siebie nawzajem, wspierają się. Są całkowitym przeciwieństwem Osiłków, których życie tak naprawdę zależało od widzimisię ich przywódcy.

“Po prostu Josh” i inni

Głównym bohaterem serialu jest Josh Wheeler. Zwykły chłopak, niezbyt popularny i znany w szkole, a właściwie to wręcz zastraszany przez innych. Po apokalipsie nie przyłącza się do żadnej z grup, samodzielnie zbiera zapasy, jeździ na deskorolce i poszukuje swojej dziewczyny Sam. Dołącza do niej Angelica – zakręcona, ale niesamowicie pozytywna małolata, która poszukuje swojego miejsca na Ziemi oraz Weasley – w czasach sprzed Apokalipsy szkolny sportowiec, a teraz ronin starający się podążać honorową ścieżką i łaknący odkupienia. Tworzą oni ciekawy miks osobowości. Z czasem pojawia się

W każdym z odcinków fabuła skupia się na jednym wątku. W tle oczywiście toczy się bieżąca historia, ale poznajemy także losy bohaterów sprzed apokalipsy. To ciekawe połączenie, dzięki któremu otrzymujemy całkiem sporo po prostu teendramy w naszym współczesnym świecie. Jednocześnie każda z tych historii miała ważny przekaz.

Serial z przesłaniem

Mimo, że na pierwszy rzut oka jest to po prostu zwariowany serial o nastolatkach, niesie on za sobą przesłanie. Po wybuchach dzieciaki próbują sobie jakoś radzić. Łączą się w grupy, znajdują swoich przywódców. Podobnie jak w szkole średniej. Przynależysz do grupy, jesteś ok, bezproblemowo przetrwasz licealne czasy.

Najlepszym tego przykładem jest Angelica, która całe życie przed apokalipsą czuła się opuszczona przez wiecznie nieobecną, skupioną na karierze naukowej matce. To nad wyraz mądra dziewczynka, ale desperacko łaknąca kontaktu z drugim człowiekiem. Kiedy po wybuchu wreszcie pojawiła się szansa stworzenia i przynależności do jakiejś grupy, Angelica posunęła się nawet do pewnego oszustwa, aby tylko Josh ich nie opuścił i nie ruszył sam w swoją stronę.

Mamy też Płaksę – nauczycielkę biologii z liceum w Glendale, do której w wyniku jednego zdarzenia na stałe przylgnęło już przezwisko. Jak się okazuje nie zmienia się ona całkowicie w zombie-ghula i zachowuje pewne ludzkie cechy. W pewnym momencie wręcz zastępuje Angelice zarówno matkę, jak i przyjaciółkę, których dziewczynka tak bardzo potrzebowała.

“Daybreak” pokazuje, że finalnie wszyscy, nieważnie jacy jesteśmy, potrzebujemy zrozumienia, wsparcia i przynależności. Jesteśmy tylko ludźmi, mamy swoje słabości, wady i zalety. Osiłek Turbo za swoją przerażającą maską potrafi ukazać prawdziwe uczucia i potrzebę miłości. Josh mimo, że uznawany był za loosera, znajduje w sobie odwagę i okazuje się prawdziwym przywódcą. Lubiana przez wszystkich i niegdyś uznana za Królową Balu Sam, okazuje się także mieć swoją nie do końca jasną stronę. Płaksa, która, wydawałoby się, zmieniła się w bezmyślnego ghula, wcale taka nie jest i potrafi znaleźć w sobie ludzkie oblicze i chęć pomocy. Wszystkie te postacie zostały dobrze i ciekawie zarysowane. Wzbudziły emocje.

“Daybreak” – z czymś mi się to kojarzy

Nie sposób pominąć kwestię różnych odwołań i inspiracji z innych, istniejących już produkcji. Ekipa Osiłków Turbo to czysty Mad Max – ich pojazdy, naramienniki z ćwiekami, kaski. Klimat postapo, zombiaki i odcinanie części ciała jako sposób na uniknięcie zakażenia po ukąszeniu kojarzy się z “The Walking Dead”. Surrealistyczne, pokręcone podejście do apokalipsy oraz łączenie się dzieciaków w tematyczne grupy (Osiłki, Cheermazonki, Nerdy i tak dalej) od razu na myśl przywiodły mi pewną grę, w którą kiedyś grałam – “Sunset Overdrive”. Tam także głównym bohaterem był chłopak jeżdżący na deskorolce, który napotyka na swojej drodze różne grupy, np. gamerów, czy też rekonstruktorów historycznych. Podobnie jak w “Daybreak” ważną rolę odgrywają płatki śniadaniowe, tak w “Sunset Overdrive” jest to napój gazowany Fizz. Mi osobiście wszystkie te odniesienia i skojarzenia się podobały. Zostało to fajnie spięte w całość.

“Daybreak” – przyjemny serial dla młodzieży

Mi ten serial osobiście się podobał. Dobrze się bawiłam, oglądając go i trochę mi smutno, że nie będzie kontynuacji. Zapewnił mi taką niewymagającą rozrywkę, akurat na kilka wieczorów. Ma sporo śmiesznych momentów i dwa całkiem przyzwoite twisty. Nie jest to serial idealny, który polecałabym każdemu, ale nie oceniam go tak surowo, jak gros innych recenzentów. Mimo swojej pewnej infantylności i niezbyt głębokiej fabuły, “Daybreak” ma w sobie coś takiego, że ciężko było mi się oderwać. Podobało mi się połączenie bieżącej akcji, z retrospekcjami, dzięki którym mogliśmy poznać bohaterów. A bohaterów tych trudno nie polubić (no może poza Turbo i jeszcze jednym pewnym panem o nawykach żywieniowych budzących pewne obiekcje ;)).

Leave a Reply