Whisbear kontra Szumisie, czyli fenomen zasypiania niemowląt przy szumie

Pierwsze tygodnie na świecie dla małego bobasa nie są łatwe. Nagle z ciepłego, ciasnego i doskonale wygłuszonego brzucha Mamy trafia w zupełnie inne miejsce, pełne dźwięków i światła. Zdecydowanie mój Maluch również potrzebował czasu, aby się zaklimatyzować i poczuć dobrze w nowym świecie. Jeszcze będąc w szpitalu zauważyłam, że Krzyś reaguje, gdy do niego mruczę lub cichutko szepczę „ćśśś”. Może zabrzmi to głupio, ale było to dla mnie niesamowite odkrycie. Do tej pory nie miałam zbyt wiele do czynienia z dziećmi. Jak tylko to zauważyłam, zaczęłam częściej korzystać z tego sposobu i mruczałam mu cichutko aż się wyciszał i uspokajał. Oczywiście nie zawsze działało to 100%, ale wielu przypadkach pomagało.

Po kilku dniach pobytu w szpitalu wreszcie wróciliśmy do domu i zaczęły się bezsenne noce – spaliśmy z mężem na zmianę, bo nie dało się Krzysia ululać i odłożyć do łóżeczka. Nasze mruczenie pomagało, ale bywały chwile, kiedy już ze zmęczenia nie dawaliśmy rady mruczeć, a czasem po prostu o tym zapominaliśmy. Wtedy przypomniała mi się pewna sytuacja… Gdy jeszcze nie byłam w ciąży wyszłam z koleżanką i jej synkiem na spacer. Spokojnie sobie szłyśmy parkiem do czasu aż Maluch zaczął kwilić. Jakże ogromne było moje zdziwienie, gdy jego Mama wyjęła z torebki telefon, włączyła na YouTube szum i włożyła go do wózka, wyjaśniając mi, że to uspokoi Małego. Tak też się stało i dzięki szumowi, moja koleżanka mogła bez stresu wrócić do domu ze spaceru ze śpiącym dzieciaczkiem. Trzymając na rękach swojego marudzącego synka przypomniałam sobie jak cudowny wpływ szumienie miało na dziecko mojej koleżanki i szybciutko sama wyciągnęłam swój telefon. Szum morza zadziałał! Później zaczęłam szperać trochę w Internecie i trafiłam na urocze maskotki z urządzeniem szumiącym w środku… :)

Mała pluszowa kulka z szumiącym sercem, czyli słodki Szumiś

Najpierw w moje ręce trafił kremowy Szumiś. Muszę przyznać, że nie ma on typowego wyglądu misia. Ma kształt kulki, dużą buzię i cztery łapki, które notabene mój synek uwielbiał ciamkać :). Nie ukrywam, że Szumiś ten początkowo nie przypadł mi do gustu, jeśli chodzi o wygląd, ale w końcu jego zadaniem nie było ładne wyglądanie, a uspokajanie dziecka. Oczywiście nie przeczytałam instrukcji i muszę przyznać, że dużym zaskoczeniem poźniej dla mnie było to, że ten niepozorny stworek ma aż tyle funkcji! Pięć rodzajów szumu: biały szum przypominający dźwięk suszarki, szum o niższych częstotliwościach, szum fal morskich, padającego deszczu oraz szum wód płodowych z bijącym sercem, do tego jest regulacja głośności, a po około godzinie szumienia Szumiś zaczyna się wyciszać aż sam się wyłącza. Można zakupić również Szumisia z Czujnikiem Snu, ale do niego wrócę trochę później.

Skrzyżowanie pieska z ośmiornicą, czyli Szumiący Miś Whisbear

Z czasem dostaliśmy w prezencie Szumiącego Misia Whisbear, czyli misia konkurencyjnej marki. W wyglądzie Whisbear bardziej mi przypomina pieska niż misia, do tego ma cztery łapki jak ośmiornica. Łapki te jednak są bardzo sprytnie wymyślone, gdyż znajdują się w nich magnesy, dzięki którym można łatwo przyczepić Szumiącego Misia do szczebelków łóżeczka. Trzy łapki zawsze są z takich samych materiałów, można wybrać jedynie kolor i materiał czwartej łapki. Moja wersja misia ma łapkę minky w kolorze arbuz. Whisbear w odróżnieniu od Szumisia ma tylko jeden rodzaj szumu i jest to szum różowy. Posiada także regulację głośności. Tak samo jak Szumisia, Whisbeara można zakupić z funkcją czuwania zwaną CRY sensor i taką właśnie wersję ja posiadam. CRY sensor i Czujnik Snu to ta sama funkcja, tyle, że Whisbear przechodzi w tryb czuwania po 40 minutach, a Szumiś po 60. Gdy dziecko zapłacze, uruchamia się szumienie. Nam jednak ta funkcja okazała się niezbyt potrzebna. Jak Krzyś się budził, to szumienie tak czy siak nie sprawiało, że ponownie zasypiał, a poza tym jak słyszę, że zaczyna piszczeć/kwilić/płakać wolę sama do niego przyjść i sprawdzić, co się dzieje. Wierzę jednak, że innym osobom taka funkcja może okazać się bardzo przydatna, ja jednak do nich nie należę i spokojnie mogę się bez niej obejść.

Jak to działa

Ogółem zasada Szumisia i Whisbear jest podobna, ale każdy z nich ma coś fajniejszego od drugiego. Obydwa obsługuje się jednym guzikiem. W przypadku Whisbeara bardziej odpowiada mi sposób włączania i wyłączania, gdyż wystarczy jeden klik, u Szumisia natomiast trzeba dłużej przytrzymać przycisk. Regulacja głośności w obydwu odbywa się tak samo – trzeba dłużej przycisnąć guzik aż szumienie zrobi się maksymalnie głośne, a żeby ściszyć ponownie wciskamy długo guzik i głośność szumu zmniejsza się. Whisbear ma ciekawy kształt i bardzo przydatne długie łapki z magnesami. Szumiś z kolei występuje w wielu ślicznych kolorach i różnorodnych formach. Odpowiednikiem Whisbear jeśli chodzi o łatwość zaczepiania do łóżeczka może być Szumiś główka, który ma rzep, dzięki któremu również łatwo można go zamocować do wózka, fotelika czy też do nadgarstka podczas tulenia Malucha do snu. Jakiś czas temu pojawiły się również Szumisie z kolejnym bajerem, a mianowicie aplikacją, dzięki której można na smartfonie ustawić wszystkie funkcje misia. Whisbear z kolei jako „bajer” oferuje dożywotnią gwarancję po zarejestrowaniu Misia wraz z paragonem na stronie (trzeba to zrobić w ciągu 30 dni od zakupu, inaczej opcja ta przepada). To, co muszę przyznać, to Szumiś ma jedną bardzo użyteczną cechę – można go spokojnie prać w pralce. Jest to niezwykle użyteczne, gdyż wiadomo, że różne rzeczy przy dzieciach szybciej się brudzą. W naszym przypadku okazało się to dosyć przydatne, ponieważ Krzyś chętnie ssał rączki swojego Szumisia, aby ulżyć sobie przy ząbkowaniu. Whisbeara zgodnie z metką nie można prać w pralce. Ja jednak kilka razy go wyprałam, gdyż nie wyobrażam sobie korzystania z brudnej zabawki, zwłaszcza maskotki, w której może znaleźć się mnóstwo zarazków. Nic mu się nie stało, jedynie materiał na łapkach jakby delikatnie się “skulkował”.

Czy warto?

Czy w ogóle kupować i jeśli tak, to co wybrać – Szumiącego Misia Whisbear czy Szumisia? Moja odpowiedź brzmi – to zależy ;) Znam przypadki, w których szumiąca maskotka nie podziałała. Warto więc może przed zakupem sprawdzić, czy Twoje dziecko szum uspokaja. Jeśli już zdecydujesz, że taki gadżet Ci się przyda, musisz się zastanowić, czego potrzebujesz i estetyka, której z marek odpowiada Ci bardziej. Obydwa Misie mają podobną zasadę działania, różnią się wyglądem i napakowaniem bajerami. Mi wystarcza jeden rodzaj szumu i tak naprawdę raz ustawiony rodzaj szumu w Szumisiu używany jest przez nas do tej pory.

Jak bezpiecznie korzystać z dobrodziejstwa szumu

Na koniec warto wspomnieć również o tym jak bezpiecznie używać takich szumiących maskotek. Nie należy kłaść działającego misia blisko głowy dziecka, ani ustawiać szumu na dużą głośność (ja korzystam z najniższej), gdyż zbyt duże natężenie dźwięku jest dla dziecka po prostu szkodliwe i męczące i jeśli dziecko zaśnie, to bardzo prawdopodobne jest, że zasnęło ze zmęczenia hałasem, a nie dlatego, że szumienie tak świetnie usypia. I druga sprawa – nie zawsze warto nadużywać „mocy” szumu. Jeśli widzisz, że Twoje dziecko zasypia bez szumienia, nie włączaj go za każdym podczas lulania. Nie ma co przyzwyczajać Malucha tylko do takiej formy zasypiania. Ja naszego Szumisia lub Szumiącego Misia wyłączam od razu po odłożeniu synka do łóżeczka i właściwie nie korzystam z funkcji czuwania. Wiem jednak, że są dzieciaczki, które potrzebują dłuższego szumienia, bo inaczej się budzą. Obserwuj więc swoje dziecko – na pewno będziesz najlepiej wiedzieć, co jest dla niego najlepsze.

Ja swojego Whisbeara i Szumisia już mam i nie zamierzam się ich pozbywać nawet jak mój synek nie będzie już ich potrzebował do zaśnięcia. Jak będę miała drugie dziecko, wyciągnę je z kartonów i sprawdzę, czy i tym razem też zadziałają :)

Dodaj komentarz