Artykuł Jaką matę do jogi wybrać pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.
]]>
Przetestowałam kilka rodzajów mat do jogi – z różnych materiałów (pianka TPE, PVC, naturalny kauczuk z zamszem i z mikrofibrą, pianka TPE + korek), o różnych grubościach i rozmiarach oraz różnych marek. Poniżej znajdziecie moje zestawienie mat, na których miałam okazję praktykować jogę. Na początku napiszę kilka słów o tym, jakie opcje są dostępne na rynku i na co warto zwrócić uwagę, a następnie opiszę swoje wrażenia z praktykowania na poszczególnych matach.
Wybór odpowiedniej maty zwłaszcza dla początkującego jogina to ważne zadanie. Mata musi zapewniać komfort i bezpieczeństwo praktyki. Ważne jest, aby była naprawdę antypoślizgowa. Nic tak nie zniechęca, jak ślizgające się na macie dłonie i stopy, albo w ogóle mata przesuwająca się po podłożu. Nikt nie chce kontuzji w trakcie praktyki.
Wybierając matę do jogi, należy zwrócić uwagę na jej wymiary (odradzam maty, które mają długość 170cm, chyba, że jest się naprawdę niskim). Dobrze jest mieć matę dłuższą minimum 10-15 cm niż nasz wzrost. Jeśli chodzi o szerokość, to według mnie 61cm jest całkiem wystarczające, ale zawsze kilka dodatkowych centymetrów nie zaszkodzi. Pod względem grubości, optymalnie praktykuje mi się na macie o grubości 5-6 mm, ale np. mata o grubości 3mm położona na dywanie też jest naprawdę ok.
Mamy spory wybór materiałów, z których produkuje się maty. Musimy się zastanowić, co jest dla nas ważne. Ekologicznym rozwiązaniem będzie mata z kauczuku. Jest ona jednak cięższa, często mniej poręczna i może mieć specyficzny, intensywny zapach. Z kolei mata z TPE jest leciutka i bardzo powszechnie dostępna, ale według mnie dość śliska. Maty z PVC uznawane są za wytrzymałe, ale gorsze dla środowiska i trudno je zrecyklingować. Znaczenie ma też to, czy i jak mocno pocą Ci się dłonie. Od tego zależy, jaka warstwa wierzchnia będzie Ci najbardziej odpowiadać – z mikrofibry, TPE, zamszu, korka, PU… Cena maty również odgrywa dużą rolę. Na rynku dostępne są maty już od 40zł, aż do kilkuset złotych. Opcji jest naprawdę wiele!
Aby ułatwić Ci podjęcie decyzji, zebrałam poniżej garść swoich spostrzeżeń odnośnie różnych mat. Poczytaj, zastanów się i wybierz dla siebie matę, która najbardziej będzie odpowiadać Twoim oczekiwaniom i potrzebom.
Rozmiar: 183×66 cm
Grubość: 7 mm
Waga: 1,05 kg
Cena: 99zł
Zacznijmy od maty, którą bardzo lubię. To mata wykonana z pianki TPE i warstwy z naturalnego korka. Ma 7mm grubości, dzięki czemu kolana są dobrze amortyzowane. Jednocześnie nie jest za gruba i za miękka i nie mam trudności z zachowaniem na niej równowagi.

Mata korkowa jest bardzo dobrym wyborem pod względem ekologii. Korek jest surowcem naturalnym i odnawialnym. Sprawdzi się u alergików, gdyż jest hipoalergiczny, nie uczula i nie podrażnia. Dodatkowo jest łatwy w utrzymaniu czystości. Ma specyficzny zapach, ale nie jest on zbyt intensywny i wraz z używaniem ulatnia się.

Jeśli chodzi o antypoślizgowość takiej maty, to jak dla mnie jest super. Świetnie nada się dla osób, którym pocą się dłonie i stopy, gdyż wtedy naprawdę dobrze przylegają do korka. Na początku praktyki, zanim dłonie zwilgotnieją i dla osób, które po prostu mało się pocą, taka mata może się mnie sprawdzić. Można jednak delikatnie zwilżyć ręce i ze ślizganiem się nie powinno być już kłopotu.

Mata jest leciutka i przez to dosyć łatwa w transporcie. Lubię w niej to, że jest trochę szersza od standardowych mat, gdyż ma 66 cm szerokości. O ile w domu jest może trochę mniej ważne, o tyle podczas zajęć grupowych bardzo sobie cenię te kilka dodatkowych centymetrów, gdyż mam wtedy mniej styczności z podłogą w sali treningowej.

Praktyka na tej macie jest przyjemnością. Ma dobrą przyczepność, a narysowane linie pomocnicze ułatwiają wykonanie niektórych asan. Dzięki neutralnym kolorom, mata zawsze ładnie się prezentuje i wszędzie pasuje. Jeśli jednak zależy Ci na wzorzystej, kolorowej macie, to zastanów się nad matą z wierzchnią warstwą z mikrofibry lub zamszu.
Zalety:
– antypoślizgowość
– dobra dla osób, którym pocą się dłonie
– wykonana z naturalnego, biodegradowalnego korka i pianki TPE, przez co jest przyjazna środowisku
– łatwa w utrzymaniu czystości
– zawiera pomocnicze linie
Wady:
– dopóki dłonie i stopy się nie spocą jest po prostu śliska
– korek może się kruszyć
Rozmiar: 183x66cm
Grubość: 6 mm
Waga: 1,18 kg
Cena: 119zł

Kolejna mata, o której napiszę, to mata wykonana całkowicie z pianki TPE. Należy również do tych szerszych (66cm) i grubszych (6 mm). Zawiera linie pomocnicze, ułatwiające wykonywanie niektórych asan. TPE, czyli piankę termoplastyczną poddaje się recyklingowi, dlatego też jest to ekologiczny wybór. Jest bardzo miękka, jeśli więc wolisz bardziej zbitą strukturę, zastanów się nad PVC.

Maty z TPE są coraz bardziej popularne i powszechne. Stanowią według mnie sporą konkurencję dla PVC i w sumie dobrze, bo jest to bardziej ekologiczne rozwiązanie. Warstwa wierzchnia maty jest pokryta chropowatym wzorem, dzięki któremu powinno się uzyskać dobrą przyczepność. W moim jednak przypadku z tą antypoślizgowością bywało różnie. Kiedy spociły mi się dłonie i stopy, zaczynałam się ślizgać, co nie jest komfortowe podczas praktyki. Mata dobrze amortyzuje, jest jak dla mnie odpowiednio miękka, jednak to ślizganie sprawiło, że nie korzystam z tej maty zbyt często. Zabieram ją np. na zajęcia na siłownię, na których potrzebna jest mata, ale nie jest to joga.

Zalety:
– wykonana z pianki TPE, którą poddaje się recyklingowi
– zawiera linie pomocnicze
– dobra amortyzacja kolan oraz miękkość i grubość maty (6mm)
Wady:
– jak dla mnie za słaba antypoślizgowość
– mniej wytrzymała niż maty z PVC (o wiele łatwiej ją zarysować, zrobić jakieś uszkodzenia)

Rozmiar: 183x68cm
Grubość: 6 mm
Waga: 3,7 kg
Cena: 179zł

Przechodzimy teraz do maty większego kalibru. Jest to mata wykonana z naturalnego kauczuku (ekologiczny surowiec odnawialny, biodegradowalny) z warstwą z zamszu. Jest naprawdę ciężka – waży aż 3,7kg! Z powodu wagi nie jest polecana jako mata do wożenia na zajęcia do szkoły jogi, a raczej do praktykowania w domowym zaciszu. Muszę przyznać, że rzeczywiście czuć tutaj te niemal 4kg. Mata jest gruba i dosyć duża, przez co bardzo wygodna. Ma 6mm grubości, 183cm długości i 68cm szerokości. Bardzo dobrze trzyma się podłoża i nie przesuwa się. To zasługa zarówno kauczuku, z którego jest wykonana, jak i ciężaru.

Wierzchnia warstwa maty wykonana jest z zamszu o przepięknym wzorze kolorowego pawia. Wygląda naprawdę dobrze – kolory są żywe i przykuwają wzrok. Pod kątem antypoślizgowości mata Fireto wypada naprawdę świetnie. Zamsz doskonale wchłania wilgoć, dzięki czemu w ogóle nie ma ślizgania się na macie. Praktyka na tej macie jest naprawdę przyjemna i komfortowa. Kaczuk nie jest tak miękki jak TPE, ale dobrze amortyzuje kolana. Nie miałam nigdy też problemu z utrzymaniem równowagi na tej macie ze względu na jej grubość.

W zestawie do maty dołączony jest pasek, dzięki któremu łatwo matę przechowywać i transportować. Wadą jest intensywny zapach gumy, ale kauczuk tak po prostu ma. Z czasem jednak zapach ten ulatnia się.

Zalety:
– duża i gruba mata (183x68cm i 6mm grubości)
– wykonana z naturalnego kauczuku
– warstwa zamszu świetnie pochłania wilgoć, zapewniając antypoślizgowość
– piękny, kolorowy nadruk
Wady:
– waga 3,7kg
– nieporęczność maty ze względu na jej ciężar

Rozmiar: 183x67cm
Grubość: 4 mm
Waga: 3,2 kg
Cena: 309zł

Maty z wierzchem z mikrofibry to wybór dla osób, które przykuwają uwagę również do wyglądu. Mata Utupluti Hamsa Eye łączy w sobie piękny wygląd, antypoślizgowość i ekologię. Wykonana jest z kauczuku naturalnego, który jest surowcem odnawialnym i biodegradowalnym. Warstwa z mikrofibry wchłania wilgoć, dzięki czemu dłonie i stopy na macie nie ślizgają się tak bardzo. Nie jest to jednak mata, która jest tak przyczepna jak mata Fireto z zamszem.

Mata Utupluti również należy do cięższych mat (3,2kg) z względu na to, że wykonana jest z kauczuku i jest sporych rozmiarów (183x67cm). Jest 2 mm cieńsza niż mata Fireto.

Przydatna w praktyce jest również wykropkowana linia na środku maty, idąca przez całą długość. Dzięki temu łatwiej jest wykonać np. asany wojowników. Na macie praktykuje się przyjemnie. Nie suwa się po podłodzie, jest dosyć szeroka. Wadą jest to, że bardzo łatwo czepiają się jej różne paprochy i włosy. Tyczy się to zarówno strony z mikrofibry, jak i z kauczuku. Jako minus zaliczam też to, że widać na niej ślady dłoni i stóp. Aby mata ładnie wyglądała trzeba ją tak jakby „zaczesać” np. kocem.

Mata Utupluti należy już do tych droższych mat. Jej cena to 309zł, co jest wydatkiem nie dla każdego. Szkoda, że do maty nie jest dołączony żaden pasek, albo torba. Płacąc takie pieniądze, fajnie by było, jakby coś takiego było w zestawie.
Zalety:
– wykonana z naturalnego kauczuku
– warstwa wierzchnia z wchłaniającej wilgoć mikrofibry
– dobra antypoślizgowość
– piękny nadruk
Wady:
– ciężka
– nie na każdą kieszeń
– czepiają się jej paprochy (zarówno na stronie z kauczuku, jak i mikrofobry).
– widać odciski dłoni i stóp
Rozmiar: 183x61cm
Grubość: 3 mm
Waga: 2,4 kg
Cena: 349zł
Marką, która również produkuje maty z naturalnego kauczuku i mikrofibry jest Moonholi. Muszę przyznać, że wzory ich mat są naprawdę przepiękne. Mnie najbardziej urzekło Illumination. To mata o grubości 3mm i wymiarach 183x61cm.

Więcej szczegółów i obszerniejszą opinię znajdziecie tutaj –> Mata Moonholi Illumination



Rozmiar: 183x60cm
Grubość: 4,5 mm
Waga: 1,4 kg
Cena: 79-99zł

Kolejna mata to Bodhi Asana. Wykonana z trwałego PVC, dzięki czemu można ją w całości prać w pralce (na łagodnym programie, z delikatnym detergentem i bez wirowania). Mata jest średniej grubości 4,5 mm. Dla mnie była wystarczająca, chociaż wolę trochę grubsze – 6mm.

Bodhi Asana to mata lekka (waży 1,4kg). Zwija się w nieduży rulon – zajmuje niewiele miejsca i łatwo się ją transportuje. W zestawie niestety nie ma ani paska, ani torby do przechowywania maty.

Co do użytkowania, to muszę przyznać, że to nie jest moja ulubiona mata. Jej dużą zaletą jest to, że można ją prać w pralce. Niestety nie jest ona dla mnie zbyt komfortowa, jeśli chodzi o praktykę. Mimo chropowatej powierzchni nie jest ona zbyt antypoślizgowa. Na początku, przez pierwszych kilka minut jest ok, ale gdy tylko dłonie spocą się trochę mocniej (co jest raczej zawsze nieuniknione), zaczynają się ślizgać i niektóre asany, jak np. sztandarowy pies z głową w dół jest trudny do wykonania, a następnie utrzymania. Niestety mata ta nie nabrała antypoślizgowości wraz z praktyką. Nie pomogło również w tym temacie jej pranie. Być może komuś, komu nie pocą się dłonie, mata Bodhi Asana będzie odpowiednia.

Dodatkowo warto zwrócić uwagę na kwestie ekologiczne. Utylizacja produktów wykonany z PVC jest niełatwym tematem. Mata Bodhi Asana posiada co prawda certyfikat Oeko-Tex, potwierdzający brak toksycznych substancji, jednak jest ona trudna to zrecyklingowania i zostaje na Ziemi na dłuugo. Ponadto mata po rozpakowaniu po prostu śmierdziała i wywietrzenie tego zapachu zajęło sporo czasu.

Zalety:
– wytrzymałość PVC
– możliwość prania w całości w pralce
– mały wymiar i nieduża waga, dzięki czemu mata jest łatwa do transportowania
Wady:
– słaba antypoślizgowość
– wykonana z nieekologicznego PVC
– długo utrzymujący się zapach plastiku
Jestem mamą Krzysia i Zuzi oraz żoną Darka. Uwielbiam książki fantasy, postapo, seriale Netflixa i Outlandera. W wolnych chwilach lubię pograć na konsoli lub w jakąś planszówkę (Agricola <3). Praktykuję jogę.
Artykuł Jaką matę do jogi wybrać pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.
]]>Artykuł Kauczukowa mata do jogi Moonholi Illumination – moja opinia pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.
]]>Muszę przyznać, że mata do jogi Moonholi Illumination „chodziła” za mną dłuższy czas. Ten wzór ma w sobie coś tak przyciągającego i pięknego, że naprawdę ciężko mu się oprzeć. Mamy w nim połączone dwa symbole: Trzecie Oko oraz Ręka Fatimy (Chamsa).

Trzecie Oko powiązane jest szóstą czakrą, tak zwanym szóstym zmysłem. Zakorzenione jest pomiędzy brwiami, w szyszynce, za pomocą której człowiek łączy się duchowymi płaszczyznami świadomości i może posiąść kosmiczną wiedzę. Pracując nad szóstą czakrą możemy rozwijać więc swoją samoświadomość, intuicję, a dzięki otwarciu Trzeciego Oka więcej widzimy i czujemy.

Ręka Fatimy to symbol otwartej dłoni z pięcioma palcami i okiem proroka po środku. Reprezentuje kobiecą siłę i jest amuletem, chroniącym przed negatywną energią. Oko proroka ma widzieć prawdziwe zamiary ludzi, z którymi będziemy mieć do czynienia. Ręka Fatimy więc broni nas przed złymi intencjami, oszustwem, nieżyczliwością, ale też przyciąga dobro. Dodatkowo uznaje się ją za symbol kobiecej mocy, wytrwałości i cierpliwości. Nic więc dziwnego, że mata akurat z tym wzorem tak bardzo mnie przyciagała ;)

Mata do jogi Illumination od Moonholi to mata kategorii premium. Wykonana jest z naturalnego kauczuku oraz wysokiej jakości mikrofibry. Rozmiar to 183×61 cm, a grubość 3mm. Jako, że jest to mata kauczukowa ma to też odzwierciedlenie w wadze. Jest to jedna z cięższych mat – waży 2,4kg. Za tą wagą jednak idzie również bardzo dobra przyczepność do podłoża. Mata Moonholi Illumination świetnie sprawdzi się przy ćwiczeniach o różnej intensywności, zarówno tej średniej, jak i wysokiej – Ashtanga Joga, Vinyasa Joga, Yin Joga, Power Joga.

Mikrofibra, którą pokryta jest mata jest przyjemna w dotyku, aczkolwiek trochę bardziej szorstka niż inne maty, z którymi miałam styczność. Jest to według mnie plus, gdyż dzięki temu zyskujemy jeszcze lepszą przyczepność. A przyczepność tej maty jest naprawdę dobra. Im bardziej mamy wilgotne dłonie, tym mniej się ślizgamy. Jeśli w trakcie praktyki mało się pocisz, albo po prostu zależy Ci na natychmiastowej dużej przyczepności, możesz delikatnie zmoczyć dłonie i stopy. Ja z tego rozwiązania raczej nie korzystam, gdyż po krótkim rozgrzaniu, uzyskuję wystarczająca przyczepność. Tylko raz zaszła taka potrzeba, kiedy na zajęciach klimatyzacja dość mocno chłodziła pomieszczenie. Potrzebowałam wtedy dodatkowego zwilżenia zwłaszcza stóp. Kiedy jednak już się rozgrzałam, przyczepność była naprawdę świetna. Warto również zwrócić uwagę na to, że mimo, że jest to mata z kauczuku, od nowości jej zapach nie jest mocno intensywny. Oczywiście jest wyczuwalny, ale o wiele mniej, niż w przypadku innych mat kauczukowych, z którymi miałam do czynienia. Oceniam to na plus, gdyż to wpływa na przyjemność korzystania z maty.

Ważne jest również to, że dzięki bieżnikowi jodełce i kauczukowi, z którego jest wykonana mata, ma ona świetną stabilność i absolutnie nie przesuwa się niezależnie od podłoża, na jakim ją położymy. Na panelach w moim mieszkaniu mata trzyma się idealnie i nie ślizga się. Jest to bardzo istotne, aby praktyka jogi była bezpieczna.

Mata Moonholi Illumination ma dość standardową długość 183cm i szerokość 61cm. Ja mam 172cm wzrostu i taka długość jest w porządku, chociaż pewnie jakby było jeszcze kilka centymetrów, to bym nie pogardziła ;) Wszystkie maty z mikrofibrą z Moonholi mają takie wymiary. Jedynie maty pro z warstwą poliuretanu są szersze o 7 cm i dłuższe o 2 cm.

Mata Illumination ma standardową grubość, jeśli chodzi o maty kauczukowe z mikrofibrą. Jej grubość to 3mm i jest ona w większości przypadków wystarczająca, jednak dla bardziej wrażliwych kolan niektóre asany mogą być mniej komfortowe. Osobiście preferuję grubsze maty (optymalnie 5-6mm), jednak muszę przyznać, że mimo wszystko, praktyka była przyjemna. Nie odczuwałam bólu kolan, ani problemów z utrzymaniem równowagi.

Wzór na macie Illumination poza tym, że naprawdę cieszy oko, ma jeszcze jedną zaletę. Jest tak zaprojektowany, że tworzy linie pomocnicze, dzięki którym łatwiej wykonuje się niektóre asany. Wiadomo, takie linie to nie jest konieczność, ale nie zaszkodzi jak są i sprawią, że praktyka będzie przyjemniejsza.

Matę Moonholi jest również łatwo utrzymać w czystości. Wystarczy tylko przetrzeć ją wilgotną szmatką, albo w przypadku dużych zabrudzeń, wymyć ręcznie w niewysokiej temperaturze i pozostawić do swobodnego wyschnięcia. Nie należy wystawiać jej bezpośrednio na słońce. Łatwość czyszczenia maty jest dla mnie bardzo istotna, gdyż uważam zachowanie higieny za podstawę. Dodatkowo do maty tej lubią przyczepić się jakieś włosy, sierść (mam kota :)), czy inne paprochy. Po skończonej praktyce, wystarczy przetrzeć matę i jest jak nowa :)

Piękny wzór na macie to nie jedyny powód, dla którego marka Moonholi tak bardzo przykuła moją uwagę. Bardzo podoba mi się jej filozofia i identyfikacja. Nie bez znaczenia jest również ekologiczne podejście Moonholi do świata. Ich maty nie dość, że są wykonane z biodegradowalnego kauczuku i pomalowane farbami na bazie wody i naturalnych barwników z warzyw i owoców, to są naprawdę wytrzymałe, dzięki czemu taka mata starczy nam na lata. Dodatkowo nie zawierają składników, które mogą być toksyczne.


Moonholi ma w swojej ofercie nie tylko maty do jogi. Znajdziecie tam również ubrania do jogi, zestawy do medytacji, kadzidła, palo santo, świece oraz mikstury wellness (np. kakao z grzybami i adaptogenami). Koniecznie odwiedźcie ich stronę! :)

Według mnie mata do jogi Moonholi jest naprawdę dobrą matą. Wykonana jest z kauczuku i mikrofibry oraz ma optymalne wymiary i całkiem przystępną grubość. Ma świetną przyczepność i nie przesuwa się po podłożu, ani nie ślizgają się na niej dłonie i stopy. Ta mata jest naprawdę antypoślizgowa. W zestawie z matą otrzymujemy wygodny pasek do jej noszenia, ale jest też możliwość dokupienia specjalnej torby.

Dodatkowo wzór na macie jest naprawdę przepiękny, wręcz hipnotyzujący i o ciekawej symbolice. Dzięki temu zarówno praktyka jogi, jak i medytacja są na niej naprawdę przyjemne. Według mnie warto zainwestować w matę Moonholi, jeśli cenisz komfort, bezpieczeństwo, antypoślizgowość i przepiękny design. Ja jestem bardzo zadowolona ze swojego wyboru.



Jestem mamą Krzysia i Zuzi oraz żoną Darka. Uwielbiam książki fantasy, postapo, seriale Netflixa i Outlandera. W wolnych chwilach lubię pograć na konsoli lub w jakąś planszówkę (Agricola <3). Praktykuję jogę.
Artykuł Kauczukowa mata do jogi Moonholi Illumination – moja opinia pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.
]]>Artykuł Dlaczego codziennie praktykuję jogę pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.
]]>Pierwszą, najszybciej zauważalną rzeczą było to, że wreszcie przestały boleć mnie plecy. Mam pracę siedzącą, co naprawdę daje moim plecom w kość. Po pracy z kolei mam obowiązki domowe i rodzinne. Wystarczyło, że ponosiłam trochę dzieci na rękach i już ciężko mi było później się schylić, albo co najgorsze, zwlec rano z łóżka. Uwierzcie, próbowałam różnych opcji – maty masującej z wibracjami, maty fizjoterapeutycznej z kolcami, masaży… Przynosiło to ulgę, ale naprawdę chwilową. Od czasu, kiedy codziennie praktykuję jogę, ból pleców znacznie się zmniejszył. Oczywiście są dni, kiedy jest trochę gorzej (np. po trudnej nocce, kiedy muszę przez kilka godzin nosić Zuzię, albo co chwila zrywać się do niej z łóżka). Wtedy pomaga mi zrobienie praktyki na ból pleców i od razu czuję się lepiej. Nawet 20 minut poświęconej na jogę pleców robi ogromną różnicę. Naprawdę polecam.

Nie ma co ukrywać, przyszło nam żyć w dziwnych czasach. Jakby w naszym życiu było za mało stresu, to od dwóch lat cały świat zmaga się z pandemią, a dodatkowo od końca lutego z okropną, niepotrzebną wojną tuż za naszą wschodnią granicą. Trudno jest to udźwignąć i naprawdę warto się wspomóc w kwestii oderwania myśli i po prostu poradzenia sobie z tym, co nas otacza. Mi bardzo pomogła codzienna praktyka jogi i medytacja. Dzięki temu udało mi się ukoić skołatane nerwy, uspokoić emocje i po prostu się wyciszyć. W trakcie praktyki skupiam się na swoim ciele i duszy, obserwuję swoje ruchy, oddech – jestem ich świadoma. Pozwalam sobie na oderwanie się od reszty świata. Łapię dystans do tego, co jest wokół, zyskuję inną, szerszą perspektywę. Relaksacja na koniec praktyki wspaniale rozluźnia. Jak mam dłuższą chwilę, włączam dodatkowo medytację prowadzoną i pozwalam sobie na bycie tu i teraz, niemyślenie o tym, co dzieje się wokół.

Po nawet krótkiej praktyce jogi, zwłaszcza rano, mam mnóstwo energii. Czuję, że mogłabym góry przenosić ;) Chce mi się robić różne rzeczy, być bardziej aktywną. To dla mnie spora zmiana, bo wcześniej byłam zazwyczaj przewlekle zmęczona, zaspana. Joga bardzo mnie rozruszała i bardzo się z tego cieszę.
Ponadto dzięki codziennej praktyce jogi, całe moje ciało jest bardziej rozciągnięte, elastyczne. Różne czynności nie sprawiają mi już teraz trudności. Przykładowo ukucnięcie i wstanie milion razy dziennie podczas zabawy z dziećmi nie jest już dla mnie czymś nieprzyjemnym. Po prostu to robię. Czuję jakbym odzyskała coś, co utraciłam wraz z wejściem w dorosłe, samodzielne życie, kiedy dałam się przytłoczyć codziennością. Z powrotem zaczęło mi się chcieć.

Powiem szczerze, że uczucie po skończonej codziennej praktyce jogi jest cudowne. To, że codziennie, konsekwentnie staję na macie, daje mi ogromną satysfakcję. Poza tymi wszystkim aspektami, o których napisałam powyżej, czuję, że po prostu robię dla siebie coś dobrego. Często to jest sztuka wyborów. Aby zrobić praktykę, nie zrobię czegoś innego. A naprawdę jest wiele rzeczy, które mogą od tego odciągnąć :)

Do tego joga sprawia mi sporą przyjemność. Są asany, które uwielbiam i są po prostu przyjemne (np. pozycja dziecka „Balasana”, szczęśliwego dziecka „Ananda Balsana”, czy też pozycja krowy „Bitiliasana” i kota „Marjaryasana”).
Podczas praktyki uważnie obserwuję swoje ciało. Staram się „nie dopinać” danej asany na siłę. Są dni, kiedy dam radę naprawdę dużo, ale są też takie dni, gdzie po prostu czegoś odrobinkę brakuje. Jeśli czuję, że moje ciało, mięśnie nie są gotowe na takie dociągnięcie, jakie powinno być, pozwalam sobie na to. Pamiętam siebie sprzed lat, kiedy chodziłam na różne zajęcia fitness i koniecznie chciałam wszystko robić na 150%, nie potrafiłam odpuścić. Nie nabawiłam się na szczęście żadnej kontuzji, ale nie raz i nie dwa później nie byłam w stanie normalnie funkcjonować.

To jest moje pięć powodów, dlaczego codziennie praktykuję jogę. Jak widać, joga daje mi naprawdę dużo zarówno w aspekcie fizycznym, jak i umysłowym. Każdemu polecam spróbowanie jogi – naprawdę warto.
Jestem mamą Krzysia i Zuzi oraz żoną Darka. Uwielbiam książki fantasy, postapo, seriale Netflixa i Outlandera. W wolnych chwilach lubię pograć na konsoli lub w jakąś planszówkę (Agricola <3). Praktykuję jogę.
Artykuł Dlaczego codziennie praktykuję jogę pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.
]]>Artykuł 6 sposobów na relaks pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.
]]>Na mojej liście znajdują się zarówno pomysły na relaks w domu, jak i poza nim. Ponieważ mi samej nie zawsze jest łatwo wyrwać się z własnych czterech ścian, musiałam znaleźć także rozwiązanie, które będę mogła wykorzystać z powodzeniem w domu.
Ten sposób podłapałam od mojej Siostry Asi. To u niej pierwszy raz skorzystałam z dobrodziejstwa z maty masującej Medix. Siostra widząc, że jestem trochę spięta i narzekam na ból pleców i ramion, rozłożyła mi na łóżku wspomnianą matę, włączyła spokojną muzykę relaksacyjną oraz wręczyła koc wraz z pilotem do maty. Do wyboru jest 5 programów masażu, który przyjemnie rozluźnia mięśnie. Dodatkowo można włączyć podgrzewanie maty i ustawić intensywność wibracji. Mata wyposażona jest w 12-silnikowy mechanizm i ma 175 cm długości, dzięki czemu wymasować można wymasować ramiona, plecy, biodra i uda. Po skorzystaniu z tego dobrodziejstwa czułam się o wiele lepiej. Czułam, że z mojego ciała zeszło napięcie, a ja zrobiłam właśnie coś dobrego dla siebie. Postanowiłam sprawić sobie taką matę i staram się przynajmniej raz w tygodniu z niej korzystać. Gaszę światło, włączam sobie muzykę relaksacyjną (osobiście bardzo lubię odprężać się przy mantrach Snatam Kaur, które pokazała mi także moja Siostra), nakrywam kocem i odpływam. Starczy pół godziny, aby poczuć się zrelaksowaną i z nową energią dalej działać.
Jeśli mam trochę więcej czasu, a moje dziecko już smacznie śpi, lubię wieczorem zrobić sobie gorącą kąpiel. Woda uspokaja i rozluźnia ciało, a zapach aromatycznych olejków odpręża. Do tego przyjemnie jest włączyć muzykę relaksacyjną, a nawet zgasić światło i zapalić kilka świeczek. Taka klimatyczna kąpiel od razu odpręża i daje poczucie, że zrobiło się coś dobrego dla siebie i swego ciała. Później najlepiej od razu położyć się łóżka i nabrać sił na nowy dzień

Nie będę tego ukrywać – jestem trochę nerdem. Uwielbiam zaszyć się w zaciszu własnego domu i poczytać, albo pograć na konsoli. To jest coś, co mnie odpręża i zapewnia rozrywkę. Lubię wieczorem zasiąść na kanapie z padem w ręku i poeksplorować wirtualny świat, postrzelać do wrogów, albo rozbić hordę zombie. Oczywiście nie każdy musi to lubić tak jak ja. Bardziej chodzi mi o to, by robić rzeczy, które po prostu sprawiają przyjemność. Czasami mimo, że w łazience czeka kosz prania do wstawienia, a w kuchni stos naczyń w zlewie, warto dać sobie dyspensę i po prostu pograć / poczytać / obejrzeć serial.

Pójście na spacer to jeden z prostszych sposobów na relaks, a ile ma zalet. Niesamowicie poprawia to nastrój i ładuje energią. Świeże powietrze, szum drzew, obserwowanie okolicy to coś, co daje spore odprężenie. Nie musi to być spacer nie wiadomo jak daleko. Czasami warto po prostu wyjść z domu, przespacerować się po osiedlu i zaczerpnąć świeżego powietrza. Jeśli jest możliwość i czas, przyjemnie jest przejechać się za miasto i pochodzić po lesie lub po łące. To naprawdę odstresowuje, pozwala oderwać się od codzienności i na dodatek jest bardzo zdrowe!

Naprawdę warto od czasu do czasu wyjść z domu, fajnie się ubrać i spotkać się z przyjaciółkami na piwo lub kawę. Od chwili, kiedy w moim życiu pojawił się Krzyś, trochę rzadziej wychodzę wieczorami, wiem jednak, że jest to bardzo ważne. Trzeba wyjść do innych ludzi, nie myśleć o domu, obowiązkach, pracy, o tym, że trzeba dziecku przygotować kostium na bal przebierańców do żłobka, albo nauczyć je korzystania z nocnika. Oczywiście prawdopodobnie nie uda się całkowicie odciąć od problemów dnia codziennego, ale taka zmiana tematu rozmowy, najzwyklejsze plotki, czy też wspólna gra w bilard w pubie, naprawdę dobrze relaksuje i pozwala nabrać dystansu.

Dotarliśmy do ostatniego sposobu na relaks. Żałuję, że tak rzadko udaje mi się go realizować, jednak raz na 3-4 miesiące wygospodarowuję parę godzin wolnego i trochę środków w domowym budżecie. Cała moja rodzina wie także, że bon do SPA zawsze sprawi mi dużą przyjemność i jeśli nie mają akurat pomysłu na prezent dla mnie na urodziny, czy Święta, to zawsze mogą mi go podarować.
Mam siedzący tryb pracy, a dokładając do tego podnoszenie mojego dwulatka co najmniej kilka razy dziennie, prawie każdy dzień kończę z bólem pleców. Dlatego też uwielbiam chodzić do SPA i polecam każdemu skorzystanie z ich usług chociaż raz. Mam swoje ulubione miejsce, do którego chodzę. Najpierw korzystam ze strefy wellness – jacuzzi, sauny, kamienne, podgrzewane fotele. Później idę na masaż. Ostatnio moim faworytem jest masaż muszlami lava shells. Po masażu idę na około półgodzinny seans w grocie solnej, który jest idealnym zakończeniem całego rytuału. Po takim kilkugodzinnym pobycie w SPA czuję się fantastycznie odprężona i pełna nowej energii.

W zeszłym roku pierwszy raz wybrałam się na babski wyjazd do hotelu ze SPA ze swoimi przyjaciółkami. Było naprawdę super i w tym roku jedziemy znowu, tylko w inne miejsce. Termin już zarezerwowany, czekamy do czerwca :)
A Wy jakie macie sposoby na relaks? :)
Jestem mamą Krzysia i Zuzi oraz żoną Darka. Uwielbiam książki fantasy, postapo, seriale Netflixa i Outlandera. W wolnych chwilach lubię pograć na konsoli lub w jakąś planszówkę (Agricola <3). Praktykuję jogę.
Artykuł 6 sposobów na relaks pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.
]]>