Filmy • TakieToMiłe.pl https://takietomile.pl parenting - beauty - kultura - lifestyle - kulinaria Fri, 06 May 2022 11:04:03 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.0 https://i0.wp.com/takietomile.pl/wp-content/uploads/2019/07/cropped-TakieToMile.pl_.FAV_.png?fit=32%2C32&ssl=1 Filmy • TakieToMiłe.pl https://takietomile.pl 32 32 164007342 365 dni. Ten dzień – recenzja filmu na podstawie książki Blanki Lipińskiej https://takietomile.pl/365-dni-ten-dzien-recenzja-filmu-na-podstawie-ksiazki-blanki-lipinskiej/ https://takietomile.pl/365-dni-ten-dzien-recenzja-filmu-na-podstawie-ksiazki-blanki-lipinskiej/#respond Fri, 06 May 2022 11:03:12 +0000 https://takietomile.pl/?p=5543 Film „365 dni” miał premierę 7 lutego 2020 roku, czyli przed samym początkiem pandemii w Polsce i zamknięciem kin w całym kraju. Nie przeszkodziło to jednak w tym, aby film stał się hitem i pobił rekordy popularności. Krytycy nie pozostawili na nim suchej nitki, a twórcy zostali „nagrodzeni” Złotą Maliną

Artykuł 365 dni. Ten dzień – recenzja filmu na podstawie książki Blanki Lipińskiej pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.

]]>
Film „365 dni” miał premierę 7 lutego 2020 roku, czyli przed samym początkiem pandemii w Polsce i zamknięciem kin w całym kraju. Nie przeszkodziło to jednak w tym, aby film stał się hitem i pobił rekordy popularności. Krytycy nie pozostawili na nim suchej nitki, a twórcy zostali „nagrodzeni” Złotą Maliną za najgorszy scenariusz. Druga część o tytule „365 dni. Ten dzień” jednak powstała i co więcej, produkcją zajął się Netflix. Premiera tego koszmarka, bo trudno go inaczej określić, miała miejsce w zeszłym tygodniu.

365 dni. Ten dzień – Niemal 2 godziny filmu z 30 minutami fabuły

Głównymi bohaterami historii Blanki Lipińskiej są Laura Biel i Massimo Toricelli. Dla przypomnienia – Massimo porwał Laurę i dał jej 365 dni na pokochanie go. Początkowo Laura próbuje uciec i opiera się przystojnemu mafiozowi, jednak z czasem ulega jego urokowi osobistemu i zakochuje się. Chciałoby się powiedzieć, że żyli długo i szczęśliwie, jednak „365 dni” kończy się cliffhangerem – widzimy, że samochód z Laurą w środku ulega wypadkowi.

365 dni Ten dzień

„365 dni. Ten dzień” zaczyna się w dniu ślubu Laury i Massimo. To nic, że pierwsza część zakończyła się wypadkiem Laury, o którym wspomniano może dwa słowa. Tak po prostu, gładko przechodzimy do wesela. Potem mamy podróż poślubną przepełnioną seksem. Jedna ze scen erotycznych igraszek na polu golfowym stała się nawet memem.

365 dni Ten dzień

Później nowożeńcy wracają do domu na Sycylię i okazuje się, że Laurze nie do końca odpowiada codzienność z Massimo. Czuje się pomijana i zaniedbana przez męża. No i wtedy wkracza Nacho, który jako ogrodnik (sic!) przedziera się do rezydencji rodziny Toricelli. Nikt z mafijnej świty Massimo nie poznaje, że Nacho to syn bossa innej mafii. Co ciekawe, Laura po właściwie jednym flircie decyduje się uciec z nim z Sycylii, kiedy wydaje jej się, że Massimo ją zdradził. Nie, nie próbuje porozmawiać z mężem, po prostu wyrzuca telefon w przepaść i jedzie z obcym facetem – swoim ogrodnikiem – do jego domu. Oczywiście Nacho i Laura czują do siebie miętę i dość szybko konsumują relację. 

Laura i Nacho 365 dni

Piękne widoki, drogie samochody i… brak logiki

To, co trzeba „365 dniom” oddać to zdecydowanie przepiękne widoki i ujęcia. Sycylia została przedstawiona naprawdę wspaniale. Pod kątem wizualnym „365 dni” jest bardzo przyjemne. Scenografia jest dopracowana, stroje dobrze dobrane i całość naprawdę prezentuje się estetycznie ładnie.

365 dni Ten dzień

Szkoda, że wszystko to zestawione jest z drętwymi dialogami, brakiem logiki i spójności i koszmarnym pomysłem na fabułę. Niestety w całym filmie brakuje jakiegoś logicznego ciągu przyczynowo-skutkowego. To po prostu nie trzyma się kupy. Przez większość filmu miałam w głowie jedno „WTF?!”. Brakowało jakiegoś podłoża, czegoś, co by sprawiło, że widz podczas oglądania nie zastanawia się, jak bardzo jest to nierealne, bezpodstawne to, co się wydarzyło.

365 dni Ten dzień Laura i Massimo

I o ile „365 dni” można by spróbować określić rodzajem masochistycznego guilty pleasure, to jej kontynuacja to jest w ogóle jakieś totalne nieporozumienie. Większość filmu nakręcona została jak teledysk – mamy np. zlepek różnych scen z podróży poślubnej z podłożoną muzyką. Dialogi po prostu leżą i kwiczą.

Powiedzmy, że pierwsza część miała bardzo skąpą, ale mimo wszystko jakąś fabułę, jakiś pomysł, to tutaj wszystko jest jakieś takie… głupie, jakby dokładane na prędce, aby coś po prostu się działo. Mamy sielankę, ale trzeba dodać jakieś komplikacje, no i bach – pojawia się nowy czarny charakter. Oczywiście wszystko kręci się wokół Laury – zarówno Nacho, jak i Massimo są w niej zakochani. Wrogowie Massima celują w Laurę, bo wiedzą, że to słabość mafioza. Laura, Laura, Laura ;)

365 dni Ten dzień

Z jednej strony rozumiem popularność serii „365 dni”. To film erotyczny z pięknymi ludźmi, pięknymi krajobrazami, muzyką. Seks zawsze dobrze się sprzedawał. Dokładając do tego przystojnego mafioza, motyw kopciuszka, który zdobył serce przystojnego, sycylijskiego bossa oraz zniewolenie, które jest fantazją erotyczną części kobiet, mamy hitowy film. Z drugiej jednak strony niezmiernie mnie dziwi, jak tak nielogiczna, uboga historia z drętwymi dialogami, może podbić serca tak wielu ludzi. Do tego jest to seria, która jest najzwyczajniej w świecie szkodliwa, gdyż normalizuje przemoc seksualną, zniewolenie i przymus. Mimo, że w drugiej części twórcy od tego odeszli, nie zmienia to faktu, że pojawiło się w pierwszej i rzutuje na całą serię.

Jak dla mnie „365 dni. Ten dzień” to film nie warty uwagi. Brakuje mu logiki w zdarzeniach, składnych dialogów i po prostu sensownej fabuły.

Artykuł 365 dni. Ten dzień – recenzja filmu na podstawie książki Blanki Lipińskiej pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.

]]>
https://takietomile.pl/365-dni-ten-dzien-recenzja-filmu-na-podstawie-ksiazki-blanki-lipinskiej/feed/ 0 5543
Rodzinne Filmy Świąteczne – co warto obejrzeć na Netflixie https://takietomile.pl/rodzinne-filmy-swiateczne-co-warto-obejrzec-na-netflixie/ https://takietomile.pl/rodzinne-filmy-swiateczne-co-warto-obejrzec-na-netflixie/#respond Thu, 16 Dec 2021 12:39:51 +0000 https://takietomile.pl/?p=5224 Święta coraz bliżej. Osobiście uwielbiam w grudniu oglądać świąteczne filmy zarówno komedie romantyczne, jak i te dla młodszego widza do oglądania całą rodziną. Przygotowałam więc zestawienie czterech świetnych familijnych filmów świątecznych. Chłopiec zwany Gwiazdką Kiedy tylko zobaczyłam klimat i oprawę tego filmu, wiedziałam, że muszę go obejrzeć i że powinien

Artykuł Rodzinne Filmy Świąteczne – co warto obejrzeć na Netflixie pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.

]]>
Święta coraz bliżej. Osobiście uwielbiam w grudniu oglądać świąteczne filmy zarówno komedie romantyczne, jak i te dla młodszego widza do oglądania całą rodziną. Przygotowałam więc zestawienie czterech świetnych familijnych filmów świątecznych.

Chłopiec zwany Gwiazdką

Rodzinne filmy świąteczne - Chłopiec zwany Gwiazdką

Kiedy tylko zobaczyłam klimat i oprawę tego filmu, wiedziałam, że muszę go obejrzeć i że powinien mi się spodobać. I tak rzeczywiście było! To naprawdę piękny film o poszukiwaniu nadziei.

To historia chłopca o imieniu Nikolas. Mieszka on wraz z ojcem w niewielkiej chatce w lesie. Jego nieżyjąca już matka nazywała go Gwiazdką i opowiadała o małej Lumi, która odbyła do Elfhem, czyli legendarnego miasteczka Elfów. Nikolas, ani jego tata nie wiedzą, co oznacza słowo Gwiazdka i dlaczego mama tak go nazywała.

„Chłopiec zwany Gwiazdką” to przepiękna, klimatyczna opowieść o Świętach, o tym, skąd się wzięło rozdawanie prezentów, latające renifery i charakterystyczna, czerwona czapka na głowie pewnego jegomościa, który w Boże Narodzenie odwiedza nasze domy :)

Dawid i elfy

Rodzinne filmy świąteczne - Dawid i elfy

„Dawid i elfy” to z kolei polski film świąteczny, który miał niedawno premierę. Moją uwagę na ten film zwróciła rola Piotra Roguckiego jako elfa. Nawet się nie spodziewałam, że Rogucki może tak świetnie do tej postaci pasować :) Nie jest on jednak głównym bohaterem tej historii. Są nimi elf Albert i chłopiec Dawid. Albert zaczyna odczuwać pewną pustkę i postanawia przenieść się do świata ludzi, aby ponownie poczuć magię Świąt. Tam trafia na Dawida, który od kilku miesięcy mieszka w Warszawie i bardzo tęskni za prawdziwą Gwiazdką u babci i dziadka w górach.

To naprawdę przyjemny, ładny film, pełen humoru i świątecznego klimatu. W postać Świętego Mikołaja wciela się Cezary Żak, który wydaje się być wręcz stworzony do tej roli. „Dawid i elfy” to według mnie świetny film dla całej rodziny.

Klaus

Rodzinne filmy świąteczne - Klaus

Trzecim filmem, który chciałabym polecić jest animacja „Klaus”. Początkowo klimat i cała oprawa tej oprawa są dosyć przytłaczające, a wstęp przydługi. Z czasem jednak historia nabiera przysłowiowych rumieńców i otrzymujemy kawał naprawdę pięknej, ciekawej opowieści.

Listonosz Jesper zostaje przeniesiony na odległą, mroźną wyspę, gdzie ma za zadanie rozkręcić usługi pocztowe. Jak się okazuje całe miasteczko jest ze sobą skłócone i właściwie to nikt nie wysyła do nikogo listów. Jesper nawiązuje jednak ciekawą znajomość z drwalem i wytwórcą zabawek – Klausem i wspólnie zmieniają oblicze tego smutnego miasteczka.

Ekspres Polarny

Rodzinne filmy świąteczne - Ekspres polarny

Ostatni film, o jakim wspomnę, to produkcja trochę starsza, bo z 2004 roku. Niezmiennie mnie jednak zachwyca i lubię do niej wracać. „Ekspres polarny”, bo o nim mowa, to przepiękna opowieść o odnajdywaniu magii Świąt i odkrywaniu tego, co jest w Boże Narodzenie naprawdę ważne. Do tego otrzymujemy cudowną, dopracowaną i niezwykle klimatyczną animację. Naprawdę warto obejrzeć!

To historia o chłopcu, który przestaje wierzyć w Święta i w Mikołaja. Pod jego dom nie wiadomo skąd podjeżdża magiczny Ekspres Polarny i chłopiec wraz z innymi dziećmi wyrusza w niezwykłą podróż na Biegun Północny w poszukiwaniu utraconej magii Świąt.

Zajrzyj również do zestawienia ze świątecznymi filmami z romansem w tle.

Artykuł Rodzinne Filmy Świąteczne – co warto obejrzeć na Netflixie pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.

]]>
https://takietomile.pl/rodzinne-filmy-swiateczne-co-warto-obejrzec-na-netflixie/feed/ 0 5224
Filmy świąteczne – co warto obejrzeć w grudniu na Netflixie https://takietomile.pl/filmy-swiateczne-co-warto-obejrzec-w-grudniu-na-netflixie/ https://takietomile.pl/filmy-swiateczne-co-warto-obejrzec-w-grudniu-na-netflixie/#respond Fri, 10 Dec 2021 10:36:28 +0000 https://takietomile.pl/?p=5154 Święta Bożego Narodzenia to bardzo wyjątkowy, klimatyczny czas. Atmosfera, jaka towarzyszy przygotowaniom jest niesamowita. Nic dziwnego, że powstaje tak wiele filmów korzystających z tego świątecznego anturażu. Poniżej znajdziecie kilka moich propozycji filmowych z Gwiazdką w tle. Jeśli chcecie wprowadzić się w świąteczny nastrój, to koniecznie obejrzyjcie któryś z nich. Albo

Artykuł Filmy świąteczne – co warto obejrzeć w grudniu na Netflixie pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.

]]>
Święta Bożego Narodzenia to bardzo wyjątkowy, klimatyczny czas. Atmosfera, jaka towarzyszy przygotowaniom jest niesamowita. Nic dziwnego, że powstaje tak wiele filmów korzystających z tego świątecznego anturażu. Poniżej znajdziecie kilka moich propozycji filmowych z Gwiazdką w tle. Jeśli chcecie wprowadzić się w świąteczny nastrój, to koniecznie obejrzyjcie któryś z nich. Albo wszystkie ;)

Randki od święta

Filmy świąteczne - Randki od święta

Zaczynamy od filmy „Randki od święta”. Nie jest to film stricte świąteczny, ale zaczyna się i kończy w Boże Narodzenie. Głównymi bohaterami są Sloane i Jackson – dwójka singli, którzy poznają się w galerii handlowej i decydują się na wspólne pójście na Sylwestra. Zawierają umowę, że będą swoimi partnerami na każde święto w roku – Wielkanoc, Dzień Niepodległości, Halloween, Święto Dziękczynienia… Po co jednak się umawiać na „randki” tylko w czasie takich okazji? Aby po prostu mieć partnera, uniknąć pytań rodziny i znajomych o chłopaka/dziewczynę. Jak się pewnie domyślacie, między Sloane a Jacksonem jest chemia ;)

Film jest naprawdę zabawny. Uwielbiam poczucie humoru i sposób bycia Sloane. Bardzo dobrze się bawiłam, oglądając „Randki od święta”, co raz wybuchając śmiechem. Nie jest to mdłe romansidło, a fajna komedia o tym, jak z miłego wspólnego spędzania czasu może narodzić się uczucie.

Dash & Lily

Filmy i seriale świąteczne - Dash & Lily

„Dash & Lily” to serial, a nie film, jednak nie mogło go zabraknąć w tym zestawieniu. To naprawdę ciekawa, ciepła opowieść o dwójce nastolatków, którzy poznają się poprzez czerwony dziennik. Zostawiają dziennik w ustalonym miejscu i odbierają go tak, aby nawzajem się nie widzieć. Każde z nich wpisuje na karty zeszytu swoje przemyślenia, zdradza sekrety. Do tego oboje wyznaczają sobie różne wyzwania, jak np. pójście na koncert żydowskiego punka, czy też zdobycie czapki Świętego Mikołaja w centrum handlowym. Nawiązuje się miedzy nimi niepowtarzalna relacja, która sprawa, że mimo, że Dash i Lily nigdy nie widzieli się osobiście, rodzi się w nich uczucie. Wszystko to ma bardzo ładną oprawę, pasującą muzykę i oczywiście wspaniały świąteczny klimat. Grudniowy Nowy Jork wygląda naprawdę pięknie!

Last Christmas

Filmy świąteczne - Last Christmas

Kolejny film również jest pełen świątecznej magii. Główną rolę w „Last Christmas” gra Emilia Clarke (serialowa Daenerys z „Gry o tron”). Kate pracuje w sklepie ze świątecznymi dekoracjami. Jest dosyć roztrzepana, trudno na niej polegać. Traci dach nad głową i pomieszkuje u znajomych, którym bardzo szybko załazi za skórę. Jej życie się zmienia, gdy poznaje tajemniczego Toma, który pokazuje jej, że można inaczej. Film jest naprawdę ładny i poruszający. Nie jest to typowy świąteczny romans, a historia o tym, co jest w życiu ważne. W tle przygrywa „Last Christmas” George’a Michaela, ale tym razem ta piosenka ma inny, głębszy wydźwięk.

Prezenty z nieba

Świąteczne filmy - Prezenty z nieba

Zastanawiałam się, czy umieścić ten film w zestawieniu. Do jego obejrzenia skusiła mnie, poza świątecznym klimatem, obsada, czyli Alexander Ludwig, którego znam z „Wikingów” oraz Kat Graham z „Pamiętników Wampirów”.

„Prezenty z nieba” ma w sobie magię świąt, jednak jest ona przedstawiona w trochę inny sposób. Nie ma tu klimatycznego, zimowego klimatu, przyozdobionego światełkami miasta, pachnącej pierniczkami kuchni, czy też prezentowego szału. Akcja dzieje się na wyspie Guam, gdzie stacjonują amerykańskie wojska. Mamy więc upały, palmy, nurkowanie, lekkie ubrania i japonki. Do wspomnianej bazy zostaje wysłana Erica – asystentka kongresmenki, która ma za zadanie znaleźć przykłady niegospodarności w bazie, które posłużyłyby jako dowody na jej zamknięcie. Baza wydaje się być łatwym celem, gdyż co roku piloci z kapitanem Andrew na czele szykują paczki dla potrzebujących i zrzucają je z samolotów dla mieszkańców wysp.

Nie jest to film, który wręcz bije nas po oczach świątecznymi lampkami, gwiazdkami i dzwoneczkami. Pokazuje nam, jak można być dobrym i wspierać tych, którzy tego potrzebują. Okazuje się, że takie świąteczne zrzuty w rzeczywistości robione są od kilkudziesięciu lat, a film tylko zaczerpnął z nich podstawę swojej fabuły.

Miłosna pułapka

Świąteczne filmy - Miłosna pułapka

Ostatni tytuł, o którym chcę wspomnieć, to zarazem pierwszy film świąteczny, jaki obejrzałam w tym roku, tym samym otwierając gwiazdkowy sezon ;) W „Miłosnej pułapce” główną rolę gra Nina Dobrev, którą znam z mojego tzw. guilty pleasure, czyli serialu „Pamiętniki Wampirów”. Nie powiem, żeby pojawienie się akurat tej aktorki w roli Natalie nie wpłynęło na moją decyzję o obejrzeniu tego filmu.

Główna bohaterka „Miłosnej pułapki” Natalie jest dziennikarką, która umawia się na portalach randkowych z różnymi facetami. Właściwie każde z tych spotkań okazuje się klapą, którą następnie dziewczyna opisuje i wydaje w czasopiśmie, w którym pracuje. Natalie jednak szuka prawdziwej miłości i kiedy poznaje Josha, który całkowicie ją oczarowuje, postanawia złożyć mu niezapowiedzianą wizytę w Święta. Gdy przybywa na miejsce okazuje się, że jej chłopak marzeń dosyć mocno podkolorował pewne sprawy, używają zdjęcia swojego znajomego zamiast siebie na portalu. Natalie jest absolutnie rozczarowana i wściekła, ale zgadza się pozostać u Josha kilka pod warunkiem, że pomoże jej zdobyć serce chłopaka, za którego się podszywał.

„Miłosna pułapka” to nienajgorsza komedia świąteczna. Mamy wątek miłosny, mnóstwo świątecznych dekoracji i świątecznego ducha. Przyjemny, lekki film na grudniowy wieczór :)

Zajrzyj również do wpisu o rodzinnych filmach świątecznych.

Artykuł Filmy świąteczne – co warto obejrzeć w grudniu na Netflixie pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.

]]>
https://takietomile.pl/filmy-swiateczne-co-warto-obejrzec-w-grudniu-na-netflixie/feed/ 0 5154
„Ptaki Nocy i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn” – recenzja https://takietomile.pl/ptaki-nocy-i-fantastyczna-emancypacja-pewnej-harley-quinn-recenzja/ https://takietomile.pl/ptaki-nocy-i-fantastyczna-emancypacja-pewnej-harley-quinn-recenzja/#comments Fri, 28 Feb 2020 14:02:43 +0000 https://takietomile.pl/?p=1955 Uwielbiam silne bohaterki zarówno w filmach, książkach, jak i grach. Kiedy dowiedziałam się o planowanej na luty premierze filmu o Harley Quinn wiedziałam, że chcę go obejrzeć. Tytuł jest trochę przydługi, ale zwłaszcza jego druga część, idealnie odzwierciedla to, co zobaczymy na kinowym ekranie. Główną bohaterką, jak się łatwo można

Artykuł „Ptaki Nocy i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn” – recenzja pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.

]]>
Uwielbiam silne bohaterki zarówno w filmach, książkach, jak i grach. Kiedy dowiedziałam się o planowanej na luty premierze filmu o Harley Quinn wiedziałam, że chcę go obejrzeć. Tytuł jest trochę przydługi, ale zwłaszcza jego druga część, idealnie odzwierciedla to, co zobaczymy na kinowym ekranie.

Główną bohaterką, jak się łatwo można domyślić, jest sama Herley Quinn (grana przez fantastyczną Margot Robbie) i to z jej perspektywy wszystko jest opowiedziane. Film zaczyna się od przedstawienia kreskówkowej historii Harley – tego, czym się zajmowała przed poznaniem Jokera, jak doszło do tego, że są parą, jak potoczyły się ich dalsze losy i starcia z Batmanem. Wszystko w formie dużego skrótu i to odbieram jako plus. Dzięki temu osoby, które nie znają za bardzo uniwersum DC, zorientują się o co chodzi. Następnie przechodzimy do bieżącej fabuły… Okazuje się, że Harley i Joker rozstali się. Standardowo po zerwaniu Quinn zalicza doła, stereotypowo zajada się lodami, baluje i kupuje sobie zwierzaka (tylko oczywiście jak przystało na Harley nie jest to zwykły pupil taki jak piesek, kotek, czy chomik, a… hiena o imieniu Bruce :) ). Początkowo nikt nie wie o rozstaniu Księcia Zbrodni i jego terapeutki, jednak do czasu. Po dobrze zakrapianej imprezie w klubie Romana Sionisa, Harley wpadła na „świetny” pomysł (sama o sobie powiedziała – „najlepsze” pomysły przychodzą jej do głowy po pokaźnej dawce alkoholu, więc wszystko się zgadza ;) ) – postanowiła wysadzić w powietrze pewne miejsce, po którym każdy domyślił się, że nie jest już pod ochroną Jokera. No i się zaczęło… Zewsząd zaczęły pojawiać się zbiry, z którymi w przeszłości Harley zadarła.

Harley Quinn Ptaki Nocy

Symboliczna emancypacja Harley Quinn i innych kobiet

Równolegle prowadzona jest także historia pewnej policjantki, której zasługi przypisane zostały facetowi (oczywiście otrzymał za nie awans, a ona pozostała niczym), tajemniczej Łowczyni, która konsekwentnie dokonuje zemsty, pięknej Kanarek o anielskim głosie, która potrafi skopać tyłek oraz dziewczynki o kleptomańskich skłonnościach. Ich losy mniej więcej w połowie splatają się i toczą się wspólnym torem. Ten kobiecy dream team nie raz i nie dwa daje niezły wycisk zbirom, którzy na nie polują. Muszę powiedzieć, że te wszystkie kopy i ciosy pięścią w nich wymierzone wyglądały epicko. Ta piątka wydawałoby niegroźnych, niepozornych kobiet okazała się prawdziwymi badasskami! W drugiej części filmu dostajemy świetną scenę walki, gdzie Harley na wrotkach wraz ze swoimi kompankami daje niezły łomot facetom, a w tle przygrywa dynamiczna „Barracuda”.

Ptaki Nocy

Szalona Harley Quinn

Bardzo podobała mi się sama Harley Quinn. Uważam, że Margot Robbie (która grała również Harley w „Suicide Squad”) świetnie wcieliła się w tę postać, pokazała jej szaleństwo, nietuzinkowość, ale też atrakcyjność. Nasza główna bohaterka wyglądała super w filmie i miała świetne stroje. Zadziała się tu też, moim zdaniem, jeszcze jedna ciekawa rzecz. W „Ptakach Nocy” Harley, która do tej pory odbierana była jako czarny charakter, tutaj znalazła się po tej drugiej stronie. Chyba każdy kibicował jej przy starciach ze zbirami, czy też w pościgu na wrotkach za Romanem Sionisem. Nabrała nowych, takich „ludzkich” cech. Poza szaleństwem pokazane zostały jej uczucia – rozbicie po rozstaniu, strach o własną skórę, czy też przywiązanie do zwierzaków (co z tego, że jeden z nich jest wypchany ;) ). Finalnie Harley Quinn była niezłą wymiataczką i pięknie kręciła młynki, kopiąc wrogów w czułe miejsca, ale to jej drugie oblicze porzuconej przez faceta, nieszczęśliwej kobiety zostało fajnie ukazane. Za to należy się twórcom duży plus.

Ptaki Nocy

I jeszcze parę słów o ścieżce dźwiękowej, która według mnie została super dobrana. Zaczynając od wspomnianej już „Barracudy”, poprzez „Boss Bitch”, która świetnie pasuje do samej Harley Quinn, na „Bad Memory” kończąc. Warte uwagi jest także bardzo wymowne „It’s a Man’s Man’s Man’s World” w nowej, pięknej aranżacji Kanarka. Ten utwór ma naprawdę klimat i aż wywołuje gęsią skórkę. Słuchanie całego soundtracku na spotify było naprawdę przyjemne i z każdym kolejnym utworem przypominały mi się sceny z filmu.

„Ptaki Nocy” – dla kogo?

„Ptaki Nocy i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn” to film, który sam stanowi pełnoprawną, samodzielną produkcję. Nawet osoby, które nie znają za bardzo uniwersum DC bez problemu odnajdą się w akcji i będą mieć przyjemność oglądania. Poza główną bohaterką nie widać za bardzo, że to historia oparta na komiksach. Gotham nie jest zbyt wyraziste. Równie dobrze wydarzenia te mogłyby mieć miejsce w każdym innym mieście. Podobnie w przypadku innych postaci – zarówno Joker, jak i Batman, którzy są kluczowi jeśli mówimy o Harley Quinn, w „Ptakach Nocy” pojawiają się tylko w dialogach innych bohaterów, a nie osobiście. Wydaje mi się, że fanów uniwersum DC ten film może nie do końca usatysfakcjonować. Mają oni swoje określone wyobrażenia i oczekiwania wobec filmu w tym stylu. I to jest oczywiście jak najbardziej ok. W filmie tym niestety brakuje trochę tego specyficznego klimatu, który tyle ludzi pokochało. Z kolei osobom, które Gotham znają w raczej niedużym stopniu „Ptaki Nocy”, myślę, że będą podobać się bardziej. Ja osobiście bawiłam się całkiem nieźle podczas oglądania tego filmu. Podobał mi się jego wydźwięk i obecne w nim girl power. Zaliczyłabym jednak ten film do tych, które można spokojnie obejrzeć na Netflixie lub kiedyś tam na TVNie, a niekoniecznie trzeba iść na niego do kina.

Artykuł „Ptaki Nocy i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn” – recenzja pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.

]]>
https://takietomile.pl/ptaki-nocy-i-fantastyczna-emancypacja-pewnej-harley-quinn-recenzja/feed/ 4 1955
„365 dni” – recenzja filmu https://takietomile.pl/365-dni-recenzja-filmu/ https://takietomile.pl/365-dni-recenzja-filmu/#respond Mon, 17 Feb 2020 11:27:16 +0000 https://takietomile.pl/?p=1905 Na film „365 dni” poszłam z najzwyklejszej w świecie ciekawości. Książki Blanki Lipińskiej cieszą się nie do końca dla mnie zrozumiałą popularnością i nie znikają list bestsellerów chyba wszystkich księgarni. Postanowiłam sprawdzić więc, o co w tym chodzi i czy rzeczywiście historia wymyślona przez autorkę jest tak dobra, by wyprzedawać

Artykuł „365 dni” – recenzja filmu pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.

]]>
Na film „365 dni” poszłam z najzwyklejszej w świecie ciekawości. Książki Blanki Lipińskiej cieszą się nie do końca dla mnie zrozumiałą popularnością i nie znikają list bestsellerów chyba wszystkich księgarni. Postanowiłam sprawdzić więc, o co w tym chodzi i czy rzeczywiście historia wymyślona przez autorkę jest tak dobra, by wyprzedawać się w milionowych nakładach i aby ją zekranizować.

Zaznaczę od razu, że książki nie czytałam. Nie będę się więc bezpośrednio do niej odnosić i porównywać z nią filmu.

365 dni na pokochanie

„365 dni” to pierwszy polski film erotyczny. A przynajmniej tak się o nim mówi. Fabuła jest prosta jak budowa cepa i właściwie niczym nie zaskakuje. No może poza brakiem logiki w niektórych działaniach bohaterów, czy też w ogóle zdarzeń, które mają miejsce. Główną bohaterką jest Polka Laura Biel, która na początku filmu przedstawiona została jako inteligentna, piękna kobieta, aktywna zawodowo. Wraz ze swoim chłopakiem Martinem oraz dwójką przyjaciół leci na urlop na Sycylię. Tam zostaje porwana przez bossa mafii – Massimo Torricelli. Okazuje się bowiem, że Laura jest kobietą z jego marzeń i ukazała mu się, gdy został postrzelony w trakcie mafijnych negocjacji. Massimo zamyka Laurę w swojej rezydencji i oznajmia jej, że daje jej 365 dni na pokochanie go. Jeśli w ciągu roku nie zdobędzie jej miłości, puści ją wolno. Laura oczywiście na początku stara się protestować, jednak szybko jej opór przeistacza się w grę w prowokowanie mafioza.

Zastanawiające są sposoby Massima na rozkochanie w sobie Laury. Właściwie nie robi on nic poza seksualnymi zagrywkami. Zabranie jej na zakupy jak w „Pretty Woman” i na kolację nad basem, trudno uznać zdobywaniem kobiety. Tym bardziej, że oni ze sobą w sumie to nie rozmawiają poza wymianą zdań z seksualnym podtekstem. No i Laura… Miała być chyba zadziorną, bystrą kobietą, jednak sporo jej zachowań było po prostu głupich i nieobliczalnych, a jedyną reakcją na to, co wyczynia był facepalm. Nie winię jednak o to filmowców. Tutaj po prostu był kiepski materiał źródłowy, a fabuła nieprzemyślana. Sam pomysł Blanki Lipińskiej na fabułę może nie należy do tych najwyższych lotów, jednak coś dałoby się z tego wykrzesać, gdyby się postarać i dodać więcej logiki do wydarzeń.

365 dni film

Polski Grey

Film „365 dni” porównywany jest do „50 twarzy Greya” E. L. James. Czy to słuszne porównanie? I tak i nie. Tak, ze względu na wiodący wątek erotyczny, postać kobiety, która zdobyła zainteresowani niezwykle bogatego mężczyzny. Z kolei nie, ze względu na fabułę, która w Greyu była mimo wszystko trochę lepsza, bardziej logiczna. W „365 dniach” dla odmiany bardziej skupiono się na odwzorowaniu wszystkiego z książki i pokazaniu wielu scen erotycznych. W Greyu było tego trochę mniej. Ogółem żaden z tych filmów nie jest zbyt dobry, ale Grey wydaje się być trochę logiczniejszy.

365 dni
Czy ta maska nie wygląda znajomo? ;)

Boski Massimo i zadziorna Laura?

Laurę Biel zagrała Maria-Anna Sieklucka, której był to debiut na dużym ekranie. Mam wrażenie, że jednak nie do końca podołała tej roli, i że za bardzo próbowano z niej zrobić Blankę Lipińską. Przez to zagubiona została Sieklucka, a wyszło nie wiadomo co. Jak jeszcze w drugiej połowie filmu Laura zmieniła fryzurę i kolor włosów, to już totalnie wyglądała jak Blanka. I do tego udała się wraz z Massimo do sklepu Moliera 2, który jak wiadomo z Instagrama autorki „365 dni” jest jednym z jej ulubionych butików. W ogóle mi się wydaje, że w całym tym filmie za dużo było Blanki Lipińskiej, a za mało filmowców i samej reżyser, którą miała być Barbara Białowąs. Tak, wiem, że to film nakręcony na podstawie historii wymyślonej przez Blankę Lipińską, jednak książka to książka, a film to film. Nie mam nic przeciwko obecności autorów na planie filmu, ale jako konsultantów. W tym przypadku chyba odrobinę przesadzono, co wyszło na niekorzyść ekranizacji.

365 dni film

Film jednak ratuje aktor odgrywający rolę Massimo, czyli Michele Morrone. Niezwykle utalentowany i przystojny mężczyzna, który sprawdził się naprawdę dobrze. Jest seksowny, stanowczy, po prostu pasuje do roli mafioza. Do tego poza planem filmowym jest po prostu rozbrajająco sympatycznym, szczerym i otwartym człowiekiem. Oglądając wywiad, w którym brała udział zarówno Anna-Maria Sieklucka, jak i Michele Morrone, widać dużą różnicę w pewności siebie i pewności swojej roli. Zdecydowanie to Michele wiedzie prym. Być może jest to spowodowane jego większym doświadczeniem aktorskim, być może tym, że jest Włochem i tam podchodzi się mniej pruderyjnie do tematów związanych z seksem niż w Polsce. Wszystko to jednak dało taki, a nie inny efekt. I mam wrażenie, że gdyby nie Michele Morrone cały ten film byłby jeszcze słabszy.

Zaskoczeniem było dla mnie to, że Michele Morrone jest także wokalistą. W filmie pojawia się jego piosenka „Feel it”, która jest naprawdę przyjemna dla ucha. W Walentynki ukazała się także jego debiutancka płyta „Dark room”, która od razu trafiła na listy bestsellerów. W sumie to się temu nie dziwię, płyta jest całkiem niezła i dosyć zmysłowa, a sama postać Michelle Morrone’a magnetyzująca.

365 dni film

 

„365 dni” – czy warto iść do kina?

Film „365 dni” to nie jest kino wysokich lotów. Jest tak przede wszystkim ze względu na po prostu kiepską fabułę książki, na podstawie której powstał film. Całą historię tak naprawdę można by zmieścić w 30 minutach, a reszta to sceny prowokowania się Laury i Massima nawzajem i samego seksu. Dodam, że sceny te nie zostały także przedstawione w jakiś specjalny sposób. Według mnie zostały raczej sprowadzone do zwykłego aktu fizycznego, a brakowało w nich namiętności, zmysłowości i uczucia, którym rzekomo żywili się bohaterowie. Trudno uwierzyć, że czują do siebie coś więcej niż pociąg seksualny. W filmie zadbano, żeby nie było widać nic poza piersiami Laury i pośladkami Massimo, co oceniam na plus. Granica pomiędzy przedstawieniem scen erotycznych z wyczuciem, a wywołaniem u widza uczucia zażenowania jest cienka. Tutaj na szczęście tak się nie stało, chociaż pierwsza scena z Massimo i stewardessą wywołała na mojej twarzy lekkie skrzywienie.

Atutem całej produkcji jest Michele Morrone, czyli filmowy Massimo. Niestety Anna-Maria Sieklucka trochę nie podołała zadaniu i jej postać średnio wyszła. Uwagę przykuwa za to Olga, grana przez Magdalenę Lamparską. Ta postać wypadła naprawdę fajnie – z energią, humorem, po prostu miała to coś. W tabelce z plusami zamieściłabym także piękne zdjęcia Sycylii. Widać, że tutaj naprawdę się postarano. Do tego cała scenografia – w tym przypadku wszystko wygląda bardzo dobrze. Tak samo muzyka. Została fajnie dobrana, pasuje do filmu.

365 dni

„365 dni” to film skierowany do kobiet. Mężczyznom raczej trudno będzie zachwycić się tą ekranizacją. Na sali kinowej było wiele par – zapewne ze względu na to, że film promowano jako idealny na walentynkowy wieczór. Czy jednak rzeczywiście tak jest? Wydaje mi się, że raczej przyjaciółki lepiej by się bawiły na seansie, niż chłopak i dziewczyna.

Czy polecam pójście do kina? To zależy od tego, czego oczekujesz. Jeśli niezbyt wymagającego filmu z wieloma scenami erotycznymi i nie będzie przeszkadzać Ci mało ambitna fabuła, to tak. Przy okazji można nacieszyć oczy przystojnym Massimo. Jeśli jednak spodziewasz się gorącego, namiętnego romansu i sensownej historii miłosnej, to się zawiedziesz.

Ja daję temu filmowi 2,5/5. Większość punktów odjęłam ze względu na denną fabułę, którą dało się ciekawiej pociągnąć, ale tego nie zrobiono. To, co oceniam na plus to gra Michele Morrone’a, dobra muzyka i zdjęcia. Mam jednak świadomość, że wielu osobom film ten może się podobać. Tego typu ekranizacje z jakiegoś powodu zazwyczaj mają powodzenie.

Poniżej piosenka „Feel it” w wykonaniu Michele Morrone. Właściwie jak obejrzycie teledysk i przeczytacie zarys fabuły, to będziecie już wiedzieć całkiem sporo o całym filmie ;)

Artykuł „365 dni” – recenzja filmu pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.

]]>
https://takietomile.pl/365-dni-recenzja-filmu/feed/ 0 1905
Recenzja filmu „Małe kobietki” https://takietomile.pl/recenzja-filmu-male-kobietki/ https://takietomile.pl/recenzja-filmu-male-kobietki/#comments Thu, 06 Feb 2020 12:46:18 +0000 https://takietomile.pl/?p=1802 Kiedy jeszcze w ubiegłe wakacje pierwszy raz zobaczyłam zwiastun filmu „Małe kobietki”, wiedziałam, że muszę ten film zobaczyć. Premiera odbyła się kilka dni temu i jestem już po seansie. Czy spełnił on moje oczekiwania? Czy warto było czekać? Zdecydowanie tak! „Małe kobietki” Grety Gerwig (autorki scenariusza i reżyserki filmu „Lady

Artykuł Recenzja filmu „Małe kobietki” pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.

]]>
Kiedy jeszcze w ubiegłe wakacje pierwszy raz zobaczyłam zwiastun filmu „Małe kobietki”, wiedziałam, że muszę ten film zobaczyć. Premiera odbyła się kilka dni temu i jestem już po seansie. Czy spełnił on moje oczekiwania? Czy warto było czekać? Zdecydowanie tak!

„Małe kobietki” Grety Gerwig (autorki scenariusza i reżyserki filmu „Lady Bird”) to kolejna już odsłona ekranizacji powieści Louisy May Alcott.  W wersji z 1994 roku głóną rolę zagrała Winona Ryder. Otrzymała za nią nawet Oscara. Wersja z 2019 roku również została nominowana do Oscarów w kilku kategoriach, czy jednak go otrzyma w którejś z kategorii okaże się już niebawem. Oczywiście nie są to jedyne nominacje i nagrody. Na ich długiej liście znajduje się obecnie 10 wygranych i 27 nominacji.

Aktualizacja: Film „Małe kobietki” otrzymał Oscara w kategorii „Najlepsze kostiumy”.

Małe kobietki

Ciepło rodzinnego domu w trudnych czasach

Film opowiada historię czterech sióstr March, które żyją w latach 60-tych w Cocord w Masschusetts. Czasy nie są łatwe ze względu na toczącą się wojnę secesyjną. Ojciec dziewcząt wyruszył na front i na czas jego nieobecności pozostały one pod opieką matki, zwanej Marmee. W ich rodzinie nie przelewa się, ale za to ich dom przepełniony jest ciepłem i miłością. Widać to zwłaszcza, gdy po balu ich sąsiad Laurie odwozi dziewczyny do domu. Ich matka przyjmuje go z otwartością, a ten stojąc w progu obserwuje jak pozostałe siostry opiekują się Meg, która skręciła nogę. Jest gwarno i rodzinnie, a oglądając tę scenę można było aż poczuć to ciepło z kominka.

Małe kobietki

„Małe kobietki” – cztery siostry, cztery różne osobowości

Chociaż zdecydowanie rolę pierwszoplanową odgrywa Josephine March, to pozostałe siostry także mają ciekawą historię do przekazania. Każda z nich ma inne cechy charakteru, inną osobowość. Jo (grana przez Saoirse Ronan) to niepokorna dziewczyna, która nie chce się dać włożyć w określone ramy. Wiele razy powtarza, że żałuje, że nie mogła pójść z ojcem na wojnę. Jej głowa jest pełna szalonych pomysłów, a największa pasja to pisanie. Nie da się jej nie polubić.  Meg (grana przez Emmę Watson) ma dosyć tradycyjne podejście do życia. Chce znaleźć męża i mieć dzieci. Okazuje się jednak, że rzeczywistość jest o wiele mniej kolorowa i mimo, że udaje jej się spełnić marzenie założenia rodziny, jest jej trudno pogodzić się z niedużą zamożnością męża. Amy (grana przez Florence Pugh) to zadziorna dziewczyna, której marzeniem jest zostać genialną malarką. Wie, że, aby zapewnić sobie spokojne życie i wesprzeć rodzinę, musi znaleźć bogatego męża. Potrafi być zadziorna i złośliwa, ale ma wielkie serducho. No i Beth (grana przez Eilizę Scanlen)… Siostry mówiły o niej, że jest najlepsza z nich wszystkich. Ma dobre serce, ogromną wrażliwość i empatię. Kocha grę na fortepianie.

Małe kobietki Meg

W filmie przedstawiony jest okres ich dojrzewania, stawania się dorosłymi kobietami. Każda z nich ma swoje marzenia, plany, jednak jak wiadomo, życie lubi często podążać własnym torem. W ciekawy sposób są także ukazane ich relacje. Pojawiają się kłótnie i sprzeczki, a nawet robienie sobie na złość, aby zranić tę drugą. Mimo to siostry zawsze odnajdują dla siebie wybaczenie i pamiętają o swojej miłości.

Małe kobietki

Siostry March zostały fantastycznie zagrane. Saoirse Ronan rewelacyjnie wypadła w roli Jo. Idealnie pasuje do tej postaci i uważam, że naprawdę wspaniale ją odegrała. Była niepokorna, ale i urocza. Bardzo podobała mi się także Emma Watson w roli Meg. W końcu udało mi się pozbyć jej wizerunku jako Hermiony we wszystkich częściach Harrego Pottera. W „Pięknej i Bestii” jeszcze cały czas patrzyłam na nią przez pryzmat czarodziejskiego świata, w „Małych kobietkach” na szczęście to się zmieniło. Nie mogę także nie wspomnieć o mojej ukochanej Meryl Streep, która grała Ciotkę March. Jak zwykle Streep wspaniale wypadła i żałowałam, że pojawiała się tak rzadko na ekranie.

Małe kobietki

Akcja toczy się w dwóch liniach czasowych: to, co dzieje się teraz i to, co już się wydarzyło. Widać dużą różnicę w pokazaniu tych dwóch płaszczyzn. Wcześniejsze życie ma jaśniejsze barwy, jest pełne radości, mimo niełatwej sytuacji finansowej. W czasach obecnych cień na rodzinie położyła choroba jednej z sióstr. Mimo wszystko nadal są dla siebie wsparciem, obdarzają się troską i miłością. Potrzebowałam chwili, aby się wdrożyć w te zmiany czasu, ale oceniam ten zabieg jak najbardziej na plus. Nie wyobrażam sobie teraz, że historia miałaby być przedstawiona w jednej linii, jedno wydarzenie po drugim, chronologicznie. Myślę, że tak jak zostało to zrobione, wypadło bardzo dobrze.

Małe kobietki

Być kobietą, być kobietą…

„Małe kobietki” to film o rodzinie, jej sile i wsparciu, taka saga rodzinna. Jednak nie tylko. To także opowieść o kobietach i o tym, jak były traktowane w tamtych czasach. Aby mieć dostatnie życie, dziewczyna musiała znaleźć bogatego męża, który utrzyma ją i będzie wspomagał finansowo także jej rodzinę , jeśli była taka potrzeba. Kobiety samodzielnie nie miały zbytniej możliwości zapracowania na siebie. Ciotka March grana przez fenomenalną Meryl Streep wielokrotnie powtarzała dziewczętom, że muszą znaleźć dobrego męża.  Jo sprzeciwiała się takiemu stanowi rzeczy. Nie chciała wychodzić za mąż tylko po to, aby mieć pieniądze. Chciała mieć wolność i możliwość samej się utrzymać ze swojego pisania. Nawet będąc u wydawcy w sprawie sprawie druku jej opowiadań, ten powiedział, że jeśli główną bohaterką historii ma być kobieta, to na końcu ma wyjść za mąż, albo… umrzeć. Jo chciała sama o sobie stanowić. Jej siostry mniej lub bardziej zgadzały się na życie tylko jako żona. Np. w dniu ślubu Meg, Jo chciała ją przekonać, aby ta nie wychodziła za mąż i została aktorką. Meg odpowiedziała jej, że chce tego ślubu i że to, że jej marzenia są inne niż Jo, nie sprawia, że są mniej ważne.

Małe kobietki

Mnie mocno poruszyły pewne słowa, które wypowiedziała Jo:

„Kobiety  oprócz serca mają też umysł i duszę.
A oprócz urody mają też ambicje i talent.
Mam dość słuchania, że kobieta jest stworzona jedynie do miłości.
Mam tego naprawdę dość.”

Niby takie oczywiste, a jednak nawet we współczesnych czasach muszą być przywoływane, gdyż cały czas kobiety muszą przypominać o swoich prawach i walczyć o równouprawnienie w wielu dziedzinach.

„Małe kobietki” – uniwersalna opowieść

„Małe kobietki” to film, który skradł moje serce. Może miałabym pewne małe uwagi co do samego zakończenia, jednak nie są one na tyle istotne, aby miały wpływ na moją ostateczną ocenę. To piękna, ciepła opowieść o rodzinie, miłości siostrzanej i dojrzewaniu, ale też tych trudniejszych chwilach takich jak rozłąka, choroba bliskiej osoby, śmierć, odrzucenie miłości. Muszę przyznać, że były chwile, że wzruszyłam się na tyle, aby uronić łzę. Do tego wspaniała gra aktorska, fantastycznie przedstawione postaci, cudowne stroje i cała scenografia. Ten film po prostu cieszy oczy i duszę.

To także fantastyczny film obrazujący sytuację kobiet i ich walkę o równouprawnienie. Jest niezwykle ważny zwłaszcza w obecnych czasach, kiedy dochodzi do kolejnych przemian, kiedy to kobiety ponownie stają w obronie swoich praw. Mnie ta opowieść naprawdę poruszyła. Uważam także, że powinien ten film obejrzeć właściwie każdy, m.in. po to, aby zrozumieć, o co kobietom chodzi, o co i dlaczego walczą.

 

A teraz powinnam się chyba zabrać za przeczytanie książki :)

Małe kobietki

 

 

Artykuł Recenzja filmu „Małe kobietki” pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.

]]>
https://takietomile.pl/recenzja-filmu-male-kobietki/feed/ 12 1802
„Król Lew” po 25 latach https://takietomile.pl/nowy-krol-lew-recenzja/ https://takietomile.pl/nowy-krol-lew-recenzja/#comments Fri, 02 Aug 2019 15:24:53 +0000 https://takietomile.pl/?p=1436 Kiedy usłyszałam o tym, że Disney planuje wypuścić nowego „Króla Lwa”, byłam nieco sceptyczna. Przecież ta bajka to klasyk, najlepsza z najlepszych. Czy można ją zrobić na nowo przynajmniej w połowie tak dobrze jak jej pierwowzór? Po obejrzeniu pierwszego zwiastuna z tymi idealnie realistycznymi zwierzakami, zachwyciłam się tym, co widzę,

Artykuł „Król Lew” po 25 latach pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.

]]>
Kiedy usłyszałam o tym, że Disney planuje wypuścić nowego „Króla Lwa”, byłam nieco sceptyczna. Przecież ta bajka to klasyk, najlepsza z najlepszych. Czy można ją zrobić na nowo przynajmniej w połowie tak dobrze jak jej pierwowzór? Po obejrzeniu pierwszego zwiastuna z tymi idealnie realistycznymi zwierzakami, zachwyciłam się tym, co widzę, jednak nadal podchodziłam do tematu z dystansem. Film miał już swoją premierę. Dokładnie 19 lipca 2019 roku „Król Lew” zagościł na ekranach kin w odświeżonej wersji. Zdecydowanie nie mogłam odpuścić sobie zawitania do kina na jego seans.

Disney ostatnimi czasy dosyć mocno skupił się na tworzeniu odświeżonych wersji swoich hitowych filmów. Dostaliśmy już nową „Piękną i bestię” z Emmą Watson, „Aladyna” z Willem Smithem w roli Dżina, czy też „Dumbo”. Przed nami „Mulan” i „Mała Syrenka” z budzącą kontrowersję czarnoskórą aktorką Halle Bailey w roli Arielki. O ile, na pierwsze cztery wspomniane filmy nie czułam potrzeby pójścia do kina, o tyle na „Króla Lwa” ciągnęło mnie dosyć mocno. W końcu „Król Lew” i „Pocahontas” to były dwie moje ulubione w dzieciństwie bajki.

Król Lew

Pierwsze, co rzuca się w oczy to mega realizm w wyglądzie zwierząt i afrykańskiego środowiska. Chwilami miało się wrażenie, że ogląda się jakiś dokument National Geographic. Widać, że twórcy dopracowali każdy szczegół tej animacji i starali się wiernie odwzorować naturę. Przepięknie pokazali przyrodę i zbliżenia na nią, np. śliczną ważkę, która za chwilę zostaje połknięta przez kameleona. Albo na przykład to jak kępka sierści Simby trafia do Rafikiego – płynie sobie rzeką, łapie ją ptaszek i zanosi do gniazda, zjada ją żyrafa, potem żuczek gnojadek toczy z niego kulkę… i tak dalej, i tak dalej… Pięknie zostało to pokazane i pięknie nawiązuje do wielkiego kręgu życia.

Mimo, że oczywiście podobało mi się dopracowanie detali i wierne odwzorowanie, miałam pewnie problemy do przyzwyczajenia się i przestawienia. I o ile lwy przyjęłam jakoś naturalnie, to do Timona i Pumby w takim wydaniu nie mogłam się przyzwyczaić. Brakowało mi ich naszyjników z kwiatów i hawajskich spódniczek z liści. W pierwowzorze byli bardziej ludzcy, sympatyczniejsi, mieli więcej emocji… No właśnie i dochodzimy do tematu przedstawienia emocji. Jednak w animacji z lat 90-tych łatwiej było pokazać uczucia na twarzach/pyszczkach bohaterów. W tej realistycznej, współczesnej jest to trudniejsze.

Król Lew Timon i Pumba

W ogóle cały ten film jest pełen cennych wartości i ma ważne przesłanie. Przyjaźń, miłość, odpowiedzialność, męstwo i odwaga to jest to, co „Król Lew” świetnie przedstawia. Przekazuje uniwersalną opowieść i uczy dzieciaki, że wsparcie przyjaciół, przodkowie, miłość są ważne. Jasno jest zakreślone, co jest dobre, a co złe, jak należy postępować, a jak nie. Bardzo mi się to podoba.

Król Lew

Film mi się podobał. Obejrzałam go z zaciekawieniem, mimo, że dokładnie wiedziałam, co się stanie za chwilę. Niektóre sceny nawet były identyczne jak te w pierwowzorze. Przykładowo moment, jak Timon, Pumba i Simba idą po złamanym drzewie na tle księżyca w pełni, albo jak Rafiki pokazuje wszystkim zwierzętom małego Simbę po narodzinach. Oczywiście scena śmierci Mufasy mnie wzruszyła, ale pomińmy ten temat ;)

Król Lew

Można się zastanowić, czy w ogóle trzeba było robić „Króla Lwa” na nowo? Właściwie to nie wiem. Mi ta nowa wersja się podobała, jednak to tę pierwszą będę darzyć największym sentymentem. Łączą się z nią wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to wraz z innymi dziarskimi przedszkolakami maszerowałam do kina. Tak lubiłam „Króla Lwa”, że miałam nawet bluzę z Simbą. I legginsy. I jeszcze kilka innych elementów ubioru i przyborów szkolnych. Wtedy, w 1994 roku „Król Lew” to było naprawdę filmowe wydarzenie! I mimo, że wtedy ta bajka nie wzbudziła we mnie np. wzruszenia, tak jak to się dzieje, gdy ją oglądam jako dorosła osoba, to i tak to było coś. Na pewno ze względu na to, że „Król Lew” to naprawdę dobry film, ale też dlatego, że w tamtych czasach tych bajek było mniej. Pójście do kina (z jedną salą, a nie do multipleksu) było wydarzeniem. No a poza tym sentyment, wspomnienie z dzieciństwa to jest coś, co ma moc. I w sumie dziwię się, że Disney odświeża swoje stare hity, chociaż wolałabym, aby tworzył nowe. Po prostu są to sprawdzone filmy, które przyniosą im dobry zysk. W ciągu tygodnia w samej Polsce film obejrzało ponad milion ludzi, a na świecie ponad miliard! Te liczby mówią same za siebie. A przed nami jeszcze premiera w Japonii i we Włoszech, licznik więc jeszcze podskoczy.

Ja mimo wszystko dobrze się bawiłam, oglądając nową wersję „Króla Lwa”. Na ten moment jednak, jeśli miałabym wybierać pomiędzy włączeniem Krzysiowi starej, a nowej wersji, wybrałabym tę starą.

 

Artykuł „Król Lew” po 25 latach pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.

]]>
https://takietomile.pl/nowy-krol-lew-recenzja/feed/ 3 1436