Artykuł GoodieBox – Nowy Beauty Box w Polsce pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.
]]>Pierwszym produktem w GoodieBoxie jest serum z witaminą C z Ecooking. Bardzo lubię kosmetyki z witaminą C i widzę, że dobrze działają na moją skórę.

W serum Ecooking zastosowano pochodną witaminy C – glukozyd askorbylu. Jest to składnik polecany dla skóry w każdym wieku. Działa rozjaśniająco i przeciwstarzeniowo. Do tego wzmacnia naczynia krwionośne oraz redukuje zmarszczki.
W składzie mamy również hydrolat z aloesu, wyciąg z aloesu, kwas hialuronowy oraz wyciąg z alg. Jest to więc serum nie tylko przeciwstarzeniowe i rozjaśniające, ale też powinno dobrze nawilżać. Dodatkowo dzięki hydrolatowi z ogórka fajnie sprawdzi się przy cerze mieszanej, tłustej, gdyż składnik ten reguluje wydzielanie sebum.
Wersja pełnowymiarowa 20ml kosztuje 236zł, a do pudełka trafiła o połowę mniejsza buteleczka o wartości 118zł.
Drugim produktem z wiosennego GoodieBoxa jest miniaturka żelu oczyszczającego Elemis.

Żel ten służy zarówno do mycia twarzy, jak i usuwania makijażu. Po spotkaniu z wodą żel zmienia się w kremową pianę. Zawiera trzy kwasy: ferulowy, mlekowy i bursztynowy. Skóra po jego użycia powinna być przyjemnie nawilżona i promienista. Formułę uzupełnia roztwór multimineralny składający się z miedzi, magnezu oraz cynku, dzięki którym skóra jest odżywiona.
Chętnie wypróbuję ten żel. Jest niewielki, zamknięty w tubce – taki akurat na potestowanie albo jako podróżny. Zapowiada się ciekawie.
Produkt pełnowymiarowy 150ml kosztuje 184zł. W pudełku znalazła się tubka 30ml o wartości 56zł.
Następny produkt to luksusowy krem na noc z peptydem, który wzmacnia naturalny mikrobiom skóry i zapobiega ucieczce wody z naskórka. Do tego mamy witaminę E oraz dobroczynne oleje: z pestek moreli, z pestek winogron, jojoba.

Skład kemu wygląda ciekawie, no i zawiera peptyd, który zawsze jest mile widzianym składnikiem.
Cena detaliczna kremu to 303zł.
Do GoodieBoxa trafił również produkt do włosów. To nawilżająca maska Rescue Me z Lavish Care. Maskę należy nałożyć na wilgotne włosy, wmasować i pozostawić na 2-5 minut, a następnie obficie spłukać wodą.

W składzie maski mamy m.in. zmiękczające i wygładzające aminokwasy keratyny, olej ze słodkich migdałów (emolient) oraz z pestek winogron. Do tego mamy również witaminę E. Mimo, że nie używam zbyt wiele kosmetyków do włosów, chętnie wypróbuję tę maskę.
Cena maski to 45zł.

Kolejny produkt w GoodieBoxie to dla mnie totalny sztos. Po prostu uwielbiam wszelkiej maści masażery do skóry głowy, a ten jest naprawdę świetny. Jest cały wykonany z silikony, dzięki czemu jest miękki i baaaardzo przyjemnie masuje. Moja skóra naprawdę go uwielbia. Super nadaje się nie tylko do głowy, ale też do innych części ciała. Jestem bardzo, bardzo zadowolona z tego produktu.
Cena masażera to 90zł.
Ostatnim produktem jest miniatura tusz podkręcający rzęsy w kolorze czarnym. Zawiera prowitaminę B5 oraz serynę, dzięki czemu poza ładnym wyglądem rzęs mamy również właściwości pielęgnacyjne.

Mam już za sobą pierwsze testy tego tuszu i muszę przyznać, że jest naprawdę godny uwagi. Rzęsy są ładnie wydłużone, podkręcone i pogrubione. Jestem bardzo zadowolona z efektu. Jedyny minus to to, że jednak miniaturka nie jest zbyt wygodna w użytkowaniu. Jak dla mnie szczoteczka ma za krótki trzonek i niezbyt komfortowo nakłada się tusz na rzęsy. Poza tym jest to tusz naprawdę godny polecenia :)
Wersja pełnowymiarowa kosztuje 149zł za 8,5g. W GoodieBoxie znalazła się wersja pomniejszona o pojemności 4g o wartości 79zł.
W GoodieBoxie, który otrzymałam znalazło się sześć produktów, z czego jedna połowa to produkty pełnowymiarowe, a druga miniatury. Łączna wartość produktów w pudełku to aż 691zł! Zdecydowanie wartość tę mocno podbija krem Skon (warty 303zł), ale i bez niego wychodzi fajny stosunek ceny boxa do wartości produktów. Normalnie GoodieBox kosztuje 89,95zł, jednak ja za swój zapłaciłam połowę. Skorzystałam z promocji z okazji wejście boxa na polski rynek. Płacąc niecałe 45zł otrzymałam naprawdę wypasione kosmetyki, których raczej bym nie kupiła w ich regularnej cenie (a na pewno nie krem Skon).

Jeśli chodzi o to, jakie kosmetyki trafiły do GoodieBoxa, to również jestem zadowolona. Mamy produkty zarówno do twarzy, jak i do włosów, a do tego fajny masażer do skóry głowy. Marki, jakie trafiły do boxa, są to marki dostępne np. w Sephorze, czy też Douglasie. Mi GoodieBox skojarzył się z brytyjskim beauty boxem Look Fantastic. Dzięki niemu znam np. markę Ecooking, czy też Elemis. Na uwagę zasługuje również samo pudełko, w które spakowane były kosmetyki, bo jest naprawdę fajne. To dość solidne pudełko z wysuwaną szufladką. Na pewno będę go używać do przechowywania jakichś skarbów :)

Czy będę subskrybować GoodieBox? Odpowiem szczerze: nie wiem. Ale nie wiem, nie dlatego, że box ten nie spełnił moich oczekiwać, co to to nie :) Po prostu mam już dużo kosmetyków z różnych beauty boxów i postanowiłam trochę ograniczyć tego typu zakupy i pozostać przy jednym boxie, jakim jest Terra Botanica Box. Jeśli jednak miałabym teraz przestrzeń, możliwość i potrzebę nowych kosmetyków, to myślę, że GoodieBox jest godny uwagi. Cena jest rozsądna, kosmetyki ciekawe, a stosunek wartości produktów do ceny boxa naprawdę świetny. Jeśli będzie tak również przy kolejnych edycjach, to GoodieBox ma szansę na sukces na naszym polskim rynku :)

Jestem mamą Krzysia i Zuzi oraz żoną Darka. Uwielbiam książki fantasy, postapo, seriale Netflixa i Outlandera. W wolnych chwilach lubię pograć na konsoli lub w jakąś planszówkę (Agricola <3). Praktykuję jogę.
Artykuł GoodieBox – Nowy Beauty Box w Polsce pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.
]]>Artykuł Terra Botanica Box – styczeń 2022 pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.
]]>
Zaczynamy od perełki tego boxa, czyli Multifunkcyjnego serum do skóry, szyi i dekoltu z Polemiki. To świeżutka nowość marki. Serum napakowane jest świetnymi składnikami aktywnymi i naprawdę nie mogę się doczekać aż zacznę go używać, bo zapowiada się bardzo fajnie.
W składnie mamy przykładowo wyciąg z zielonej herabty, hialuronian sodu o różnych wielkościach cząsteczek, oleje z dzikiej róży, jojoba, kameliowy, witaminę C, niacynamid, ekstrakt z sosny… I oczywiście to nie wszystko :) Serum powinno doskonale nawilżać i ujednolicać koloryt skóry. Wygląda to naprawdę nieźle.
Cena rynkowa serum z Polemiki to 159zł za 30ml.

Drugim produktem z Terra Botanica Boxa jest ultra-nawilżający krem do twarzy od Simply more. Ten kosmetyk również bardzo mnie ciekawi. Po porodzie moja skóra potrzebuje dużego nawilżenia, a krem ten wydaje się spełnić takie oczekiwania.
Skład nie jest długi, ale naprawdę konkretny. Mamy olej jojoba i moringa, skwalan oraz ekstrakt z embelii z Madagaskaru, który powinien przyjemnie koić i regenerować skórę. Krem zamknięty jest w buteleczce z pompką airless, czyli moim ulubionym opakowaniu.
Cena rynkowa kremu to 59,99zł za 50ml.

Kolejny kosmetyk z boxa to żel oczyszczający z Kire Skin. Żel ma ładnie oczyszczać skórę również z makijażu. W składzie nie ma wody, a zamiast niej mamy glicerynę, olej z pestek słonecznika oraz sfermentowaną wodę ryżową i wyciąg z kwiatu lotosu. Żel powinien poza oczyszczaniem, zwężać pory, łagodzić zmiany trądzikowe, a także odżywiać skórę. Prezentuje się całkiem nieźle.
Cena rynkowa żelu to 85zł za 100ml.

Przedostatnim produktem w moim Terra Botanica Box jest szampon aromaterapeutyczny z Zielonego Laboratorium.
Skład szamponu oparty jest na łagodnych i naturalnych środków myjących. Przeznaczony jest do codziennego stosowania. Zapach jest ciekawy, ziołowy. Jestem ciekawa, jak będzie mi się go używało, gdyż jeszcze nie miałam do czynienia z szamponem aromaterapeutycznym.
Cena rynkowa szamponu to 53zł za 250ml.

W moim pudełku znalazł się również dodatkowy produkt z Lost with Botanicals. Bardzo się cieszę, że go dostałam. Masełko jest bardzo treściwe, aksamitne i pachnie kwiatowo tak jak ich Flower Juice. Z przyjemnością będę używać tego masełka.
Cena rynkowa masełka do ust to 65zł.
Terra Botanica Box to taka moja słabość, jeśli chodzi o beauty boxy. Mimo, że mam naprawdę sporo kosmetyków, jest mi niezwykle ciężko oprzeć się każdej kolejnej edycji tego boxa. Nie jest to box, w którym jest milion kosmetyków i zdecydowanie nie należy do najtańszych pudełek na rynku, ale jest to naprawdę wyjątkowy box. Otwierając go, a później korzystając z tych kosmetyków zawsze czuję się, że otrzymałam luksusowy produkt. Nie inaczej jest i w przypadku tej edycji.

Box kosztował niemało, bo aż 229zł + koszty wysyłki. Wartość otrzymanych kosmetyków to 357zł w wersji podstawowej. Ja dodatkowo dostałam masełko do ust z Lost with Botanicals, więc u mnie wartość całości przekroczyła 400zł. Muszę powiedzieć, to według mnie to naprawdę fajny stosunek produktów do tego, ile się za zapłaciłam. Tym bardziej, że nie są to drogeryjne, dosyć powszechne produkty, a coś bardziej wyszukanego i jak daje mi uczucie luksusu i dogodzenia sobie ;) Niezmiennie polecam Terra Botanica Box :)

Jestem mamą Krzysia i Zuzi oraz żoną Darka. Uwielbiam książki fantasy, postapo, seriale Netflixa i Outlandera. W wolnych chwilach lubię pograć na konsoli lub w jakąś planszówkę (Agricola <3). Praktykuję jogę.
Artykuł Terra Botanica Box – styczeń 2022 pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.
]]>Artykuł Christmas Market, czyli Kalendarz Adwentowy od Lost Alchemy – 2021 pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.
]]>

Pierwszym produktem jest Lemonade Glow Nectar, czy rozświetlający nektar od Lost with Botanicals. Wersja pełnowymiarowa to 100g produktu za 255zł, a w kalendarzu znalazła się miniatura 20g, czyli o wartości 51zł.

W składzie mamy oleje z pestek kiwi, arbuza, jeżyny i winogrona oraz owocowe ekstrakty z guarany, figi, grejpfruta, granatu i zielonej kawy. Do tego witaminy C i E, a także prowitamina A. Całość wzbogacona jest drobinkami miki, która pięknie rozjaśni skórę. Nektar polecany jest do każdego typu cery oraz do ciała (chociaż do ciała według mnie trochę szkoda używać tak drogiego produktu).

Pod domkiem nr 2 krył się nawilżający krem z prebiotykiem na dzień Morning Bllom od marki Slaap. To miniatura o pojemności 15ml. Pełnowymiarowy słoiczek kremu o pojemności 50ml kosztuje 99zł. Po przeliczeniu wersja, która trafiła do kalendarza jest warta około 30zł.

Morning Bloom zawiera naprawdę godne uwagi składniki takie jak niacynamid, który uwielbiam, ekstrakty ze śliwki kakadu i dzikiej róży, beta-glucan, kwas hialuronowy oraz prebiotyk Prebiulin AGA. Krem ten więc powinien pięknie rozświetlać cerę, wyrównywać jej koloryt oraz wesprzeć mikrobiom skóry. Do tego ma zapach owocowego jogurtu :)

Domek nr 3 to serum z peptydami od My Magic Essence o pojemności 12ml. Pełnowymiarowe serum to 30ml za 189zł. Wartość produktu w kalendarzu określam więc na około 75zł.

Serum My Magic Essence zawiera maksymalne stężenie kompleksu trzech peptydów, kwas hialuronowy oraz ekstrakty z bulwy śnieżycy letniej, miłorzębu i wąkroty azjatyckiej. Serum ma za zadanie wygładzić i ujędrnić skórę, a także zredukować zmarszczki.
Czwartym produktem jest peeling do ciała Ukochanie, który powstał przy współpracy marki O! figa z Ekofelietonem. Peeling ten ma swoją premierę własnie w kalendarzu adwentowym Christmas Market.

Do kalendarza trafił słoiczek o pojemności 100ml. Na stronie marki nie ma jeszcze karty produktu tego peelingu, ale inny peeling – Czarowanie – o pojemności 200ml kosztuje 52,90zł. Określę więc wartość peelingu z kalendarza na około 26,50zł.

Ukochanie to peeling cukrowy o cytrusowym zapachu. Zawiera w składzie m.in. olej konopny, masło shea, olej lawendowy oraz olej z opuncji figowej, który jest naprawdę drogim i rzadkim olejem. Mimo, że nie przepadam za cytrusowymi kosmetykami, chętnie wypróbuję ten peeling. Zapowiada się ciekawie.
Numer 5 to krem do rąk Candy Handy z Be the Sky Girl o pojemności 50ml. To pełnowymiarowy produkt, który wart jest 29zł.

Candy Handy ma fajny skład. Są w nim zawarte odżywcze oleje, takie jak olej ze słodkich migdałów oraz olej z pestek słonecznika. Do tego witamina E i pochodna kwasu hialuronowego. Powinien przyjemnie nawilżać skórę dłoni i pachnieć słodkimi, egzotycznymi owocami.
Szóstym produktem w kalendarzu jest tonik do twarzy Blue lagoon od Be.loved o pojemność 30ml o wartości 69zł. To produkt, który nie tak dawno ujrzał światło dzienne.

W składzie mamy mi.n. trzy rodzaje alg, wodę morską, hydrolat z róży damasceńskiej, ferment z bambusa i kwasy AHA. Tonik będzie koić i oczyszczać skórę, a do tego pozostawi ją nawilżoną.

Numer 7 to krem pod oczy z Creamy – Pequi Eye. To pełnowymiarowy produkt o pojemności 15g i cenie 119zł.

Krem Pequi Eye przeznaczony jest do pielęgnacji każdego rodzaju ceru z opuchnięciami i dorbnymi zmarszczkami. Bazą kremu są oleje: pequi, moringa, jojoba i masło kakaowe. Do tego ekstrakt z alg czerwony, hydrolat lipowy zamiast wody, ceramidy i witamina E. Krem powinien więc działać odżywczo i przeciwstarzeniowo.


Kolejny produkt w kalendarzu to algowo-bambusowy ręcznik do twarzy marki Senkara. Wymiary ręczniczka to 30x30cm. Jest antybakteryjny i bardzo miękki. To taki kosmetyczny gadżet, ale chętnie będę go używać. Niestety nie znalazłam na stronie Senkary tego produktu, więc nie mogę podać jego ceny.

W ósmym domku krył się kolejny produkt B.Loved z serii Blue Lagoon – balsam peelingująco-oczyszczający z algami o pojemności 15ml. Mimo małej pojemności to pełnowymiarowy produkt o cenie około 82zł.

Balsam oparty jest o oleje z czarnej porzeczki i makadamia,masło cupuacu. Zawiera algi oraz enzymz papaji i ekstrakt owocowy z borówki, które delikatnie złuszczają martwy naskórek. Jestem ciekawa produktu i obiecanego zapachu – połączenia bergamotki i wanilii.

Dziesiąty produkt do masło do ciała od Hagi. To kolejny pełnowymiarowy produkt – pojemność 100ml o wartości 69zł. Muszę przyznać, że bardzo się ucieszyłam, rozpakowując to masło. Bardzo lubię markę Hagi i chętnie będę używać ich masła do ciała.

W składzie mamy masło kakowe i masło shea, do tego olej ze słodkich migdałów, z pestek słonecznika, czy też z baobabu. Spodziewam się więc bardzo odżywczego i dosyć tłustego produktu do ciała. Hagi określa zapach masła jako korzenny, zmysłowy, wynikający z połączenia pomarańczy, patchouli, sandałowca i labdanum.

Przedostatni produkt w kalendarzu Christmas Market to ręcznie robione mydło w kostce dynia hokkaido i miód marki Purite. Jest to kolejny pełnowymiarowy produkt o wartości 23zł.

Osobiście nie jestem fanką takich craftowych mydeł. Kojarzą mi się z takim uniwersalnym prezentem, kiedy nie wiadomo, co kupić. To mydło ładnie, korzennie pachnie i ładnie wygląda. Przeznaczone do skóry wrażliwej, pękającej, łuszczącej się. Zawiera mus z dyni i olej z pestek dyni, dzięki czemu powinno nawilżać i ujędrniać skórę. Co ciekawe, producent deklaruje, że również pomoże wygładzić rozstępy. Chętnie to sprawdzę na własnej skórze, która po ciąży zyskała kolejne czerwone kreski,

Ostatnim, dwunastym produktem jest aktywny peeling do twarzy róża & jagoda marki Mokosh. Bardzo mnie ucieszył ten produkt, gdyż już dawno chciałam wypróbować ten peeling. W kalendarzu znalazł się słoiczek o pojemności 15ml o wartości 39zł.

W składzie peelingu znalazł się olej z dzikiej róży, a także moc ekstraktów: z róży damasceńskiej, owoców borówki amerykańskiej, wanilii, malin, winogron, z owoców męczennicy cielistej. Do tego enzymy z papai i ananasa. Peeling ten działa złuszczająco, rozjaśniająco, wygładzająco i przeciwzmarszczkowo.


W tegorocznym Kalendarzu Adwentowym Christmas Market z Lost Alchemy znalazło się 12 produktów zarówno pełnowymiarowych, jak i miniatur (jest ich po równo: 6 takich i 6 takich). Cena boxa to 385zł + koszt wysyłki, a wartość wszystkich produktów około 700zł.

Jak zwykle kosmetyki wybrane przez Wiolę z Lost Alchemy to kosmetyki naturalne naszych polskich marek. Widać, że Wiola włożyła dużo serca w skomponowanie zawartości i całą oprawę kalendarza. Te papierowe domki, które są opakowaniami kosmetyków są naprawdę urocze, a grafika do kalendarza naprawdę klimatyczna i zapierająca dech w piersiach. Jak zwykle otrzymujemy piękny, estetyczny produkt, w którym widać ogrom serca i dbałości o detale. Ja jak zwykle jestem bardzo zadowolona z tego, co wyczarowała Wiola z Lost Alchemy. Mimo, że nie jest to najtańszy kalendarz adwentowy na rynku, wiem, że za tą ceną zawsze idzie jakość i piękna estetyka.




Jestem mamą Krzysia i Zuzi oraz żoną Darka. Uwielbiam książki fantasy, postapo, seriale Netflixa i Outlandera. W wolnych chwilach lubię pograć na konsoli lub w jakąś planszówkę (Agricola <3). Praktykuję jogę.
Artykuł Christmas Market, czyli Kalendarz Adwentowy od Lost Alchemy – 2021 pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.
]]>Artykuł Pure Beauty listopad 2021 – zawartość jubileuszowej edycji pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.
]]>Pamiętam, jak odezwała się do mnie przedstawicielka Pure Beauty, aby przetestować ich box i napisać o nim parę słów. Była to pierwsza edycja, z listopada 2020. Muszę przyznać, że po otwarciu przesyłki byłam pod wrażeniem. W tym pudle znalazło się naprawdę wiele perełek! A teraz nadeszła pora na kolejny listopadowy box :)

W najnowszej edycji mamy aż 13 produktów (z czego aż 12 to produkty pełnowymiarowe!) i 3 próbki. Co ważne, wszystkie kosmetyki mają długie terminy ważności, dzięki czemu nie powinny się przeterminować wśród moich zapasów ;) No i nie ma bata w postaci krótkiej przydatności, że trzeba dany produkt zużyć od razu, bo się zmarnuje. Wszystkie kosmetyki jak zwykle spakowane zostały w śliczne pudełko z rewelacyjną grafiką. Do tego zawinięte były w firmowy papier Pure Beauty i zawiązane wstążką. To są niby drobiazgi, ale znacznie umilają otwieranie pudełka i wpływają na jego ogólny odbiór.

Nie będę już dalej przedłużać. Zabieramy się za to, jakie cuda znalazły się w listopadowym, jubileuszowym Pure Beauty Box.

Pierwszym produktem jest sól do kąpieli Westlab. Do mnie trafiła wersja odprężająca z olejkiem kadzidłowym, bergamotką i olejem CBD. Bazą jest sól Epsom oraz naturalna sól kamienna himalajska, która ma grube kryształki i przez to będzie się rozpuszczać powoli.

Ucieszył mnie ten produkt, zwłaszcza, że marzy mi się aromatyczna, uspokajająca kąpiel. Ciekawa jestem zapachu kąpieli z tą solą. Na pewno przetestuję!
Cena rynkowa soli to 19,90zł za opakowanie.
Kolejnym produktem jest wzmacniający booster do skóry głowy z S!Flow. Jest to kosmetyk, który również bardzo mnie ucieszył. Jestem świeżo po porodzie i zaczynają mi trochę wypadać włosy. Wiem, że to przejściowe, ale nie zaszkodzi trochę je dodatkowo wzmocnić.

W składzie boostera mamy łagodzący olej z czarnuszki, kompleks biotyny z mocznikiem, który zapobiega wypadaniu włosów oraz aloes, który stymuluje ich wzrost. Całość wzbogacona jest adaptogenem – grzybem reishi, który nawilża i wygładza. Boostera używa się jako pierwszego kroku w pielęgnacji włosów i skóry głowy. Nalezy pozostawić go na 20 minut na skórze głowy, a następnie umyć włosy szamponem.
Cena rynkowa boostera to 28,99zł.
Trzecim produktem jest mikrozłuszczający krem na noc z OnlyBio. Zawiera on kwas azaleinowy, który będzie odpowiadał za złuszczanie i rozjaśnienie skóry. Do tego ma właściwości antybakteryjne, zmniejsza widocznośc porów oraz działa przeciwzaskórnikowo. Drugi ciekawym składnikiem aktywnym jest matcha, czyli japońska zielona herbata o silnym działaniu przeciwzapalnym i łagodzącym trądzik. Poza tym mamy też olej z pestek brzoskiwini, czy też olej ze słodkich migdałów, masło shea oraz witaminę E.

Jestem ciekawa tego kremu i chętnie go użyję. Wydaje się być odpowiedzią na potrzeby mojej skóry. Do tego zawiera aż 99% składników pochodzenia naturalnego i jest wegański.
Cena rynkowa kremu OnlyBio to 39,99zł.
Mamy już krem na noc z OnlyBio, do pary więc będzie pasować krem na dzień. To krem matujący Dermedic Normacne Preventi, czyli coś, co również powinno się sprawdzić przy cerze skłonnej do wyprysków. Krem ten reguluje wydzielanie sebum, matuje i łagodzi stany zapalne.

Zdecydowanie nie jest to produkt naturalny. Zawiera glikole i PEGi, więc jeśli ktoś unika takich składników, to nie będzie krem dla niego. Ja jestem jego całkiem ciekawa, więc prawdopodobnie zdecyduję się użycie.
Cena rynkowa to 36zł.
Następnym produktem jest serum Promienna Skóra z Tołpy. Tołpa to nie jest moja ulubiona marka, ale właściwie mogłabym przetestować to serum. Zawiera ono bakuchiol. Część nazywa go roślinnym retinolem, uważam jednak to określenie trochę na wyrost. Niemniej jednak, jest to składnik, który odnawia naskórek, zmniejsza przebarwienia i ogranicza produkcję sebum.

Cena rynkowa serum Promienna Skór Tołpy to 31,99zł.
W pudełku nie zabrakło również maseczki do twarzy. To maska dotleniająco-nawilżająca z Lierac. W składzie ma kwas hialuronowy i ekstrakt z róży. Jej głównym zadaniem jest dogłębne nawilżenie skóry i wzmocnienie bariery hydrolipidowej skóry.

Ciekawe, jak sprawdzi mi się ta maseczka. Nie spodziewam się jednak jakichś spektakularnym efektów – ot, maska jak maska. Taka jakich mam wiele w szafie ;)
Cena rynkowa to 15,99zł.
Następnym produktem do twarzy w listopadowym Pure Beauty jest hydrolat imbirowy z Nature Queen. Pachnie rzeczywiście imbirowo. Ma działanie odkażające i bakteriobójcze. Myślę, że fajnie sprawdzi się w pielęgnacji cery trądzikowej, skłonnej do wyprysków.

Mam nadzieję, że będzie dobrze działał, gdyż mam słabe doświadczenia z innym hydrolatem z Nature Queen. Bardzo szybko zepsuła się pompka i hydrolat źle się rozpryskiwał, nie było taj takiej mgiełki, tylko pojedynczy strumień. Było to bardzo niewygodne.
Cena rynkowa hydrolatu imbirowego to 27,90zł.
Mamy kolejny krem, tym razem krem CC, który dopasowuje się do cery. Ogółem nie przepadam ani za kremami BB, ani CC. Nie wiem więc, czy w ogóle będę używać tego produktu.

Jeśli chodzi o skład to mamy tu błękitną algę i witaminę E, które będą ładnie nawilżać skórę. Do tego są też PEGi i sylikony, więc ponownie, jeśli ktoś unika takich składników, to nie będzie to krem dla niego.
Cena rynkowa to 24,99zł.
Ten produkt bardzo mnie ucieszył. To wydłużający tusz do rzęs. Nie miałam wcześniej żadnego kosmetyku z Neo Make Up, więc chętnie sprawdzę, czy mi podpasuje i czy rzeczywiście ładnie wydłuży rzęsy :)

Cena rynkowa to 45zł.
Przechodzimy teraz do produktów do pielęgnacji ciała. Pierwszym z nim jest pianka łagodząca podrażnienia z ChitonCare. Nie znam tej marki, więc chętnie ją wypróbuję.

Skład pianki jest bardzo prosty: woda, prowitamina B5, czyli D-panthenol i chitozan. Myślę, że będzie z niej korzystał mój synek.
Cena rynkowa to 59zł.
Kolejny produkt to nawilżające mleczko do ciała marki Vianek. Ot, taki zwykły balsam w niewysokiej cenie. Vianek ostatnio pojawia się w wielu beauty boxach. Jest tani i ma dobre składy. Fajnie, że jest w butelce z pompką.

W składzie mamy olej z pestek winogron oraz olej z kiełków pszenicy. Do tego ekstrakty z lnu, lipy i akacji. Mleczko powinno dobrze nawilżać, regenerować i zmiękczać.
Cena rynkowa to 28zł.
Ostatnim produktem pełnowymiarowym jest krem do stóp Oragniczny rokitnik z Lirene. Lirene to marka, którą lubię. Jest niedroga i całkiem dobrze mi się sprawdza.

W składzie mamy 97% składników organicznych i pochodzenia naturalnego. Do kremu trafił olej ze słodkich migdałów, masło shea, czy też olej babassu. Do tego tytułowy wyciąg z rokitnika.
Ja raczej nie będę używać tego kremu, ale myślę, że przyda się mojej Mamie.
Cena rynkowa to 15,99zł.
Do pudełka trafiła wersja podróżna żelu pod prysznic z hibisusem od Jowae. Z marką tą miałam do czynienia za sprawą boxa z SuperPharm.

Żel zawiera 95% składników pochodzenia naturalnego. Należy do raczej łagodniejszych produktów do mycia ciała i polecany jest również dla dzieci od 3 roku życia. Tubka jest niewielka – nada się idealnie do podróżnej kosmetyczki.
Cena rynkowa za 300ml to 40zł. Do boxa trafił żel o pojemności 50ml, określam więc jego wartośc na około 7zł.
W boxie znalazły się również 3 próbki. Dwie z nich to krem Uriage z linii przeciwzmarszkowej Age Protect. Trzeci to jedna ampułka nawilżającego serum B3 od SVR. W pełnowymiarowym opakowanie znajdują się trzy ampułki po 10ml, a ich koszt to 147zł.

Wartość wszystkich produktów to 380zł. Jeśli dodać do tego koszt jednej ampułki SVR, to kwota wzrasta o kolejne 49zł, co daje łącznie 429zł. Box w elastycznej subskrypcji, którą można w każdej chwili anulować, kosztuje 79zł + 10zł kosztów wysyłki, czyli razem 89zł. Wartość kosmetyków jest więc ponad 4 razy większa, niż to, co płacimy. W pudełku jednak znalazły się w większości produkty bardzo łatwo dostępne, które często trafiają na promocje w drogeriach i można je złapać w naprawdę atrakcyjnych cenach. Przykładowo serum Promienna Skóra z Tołpa, mimo, że ma cenę rynkową 31,99zł, to obecnie jest na promocji np. w SuperPharm i można je zakupić o 11zł taniej. Tak samo krem do stóp z Lirene. Cena rynkowa to niecałe 16zł, ale spokojnie ten krem dostać za połowę ceny.

Jeśli więc chodzi o opłacalność pudełka, to zależy jak się na to patrzy ;) Box zawiera całkiem sporo kosmetyków, są to jednak produkty raczej dosyć zwyczajne, wszechobecne w sklepach i takie, które często można kupić sporo taniej.

Ta edycja miała być edycją jubileuszową z okazji pierwszych urodzin marki i powiem szczerze, że spodziewałam się z tego tytułu czegoś więcej. Zdecydowanie to pudełko nie wywołało u mnie efekty wow, jak to było po otrzymaniu ich pierwszego boxa rok temu. Mam dość mieszane uczucia i z tego, co widziałam na grupach o beauty boxach, sporo osób ma podobne wrażenia i odczucia. Nie zrozumcie mnie oczywiście źle – to są fajne produkty, jednak mam jakiś niedosyt po tym pudełku. Jestem jednak tak połowicznie zadowolona. Część kosmetyków mnie ucieszyła, a przy części od razu miałam myśl „O, znowu ta marka”.

Jestem mamą Krzysia i Zuzi oraz żoną Darka. Uwielbiam książki fantasy, postapo, seriale Netflixa i Outlandera. W wolnych chwilach lubię pograć na konsoli lub w jakąś planszówkę (Agricola <3). Praktykuję jogę.
Artykuł Pure Beauty listopad 2021 – zawartość jubileuszowej edycji pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.
]]>Artykuł Terra Botanica Box – wrześniowe pudełko od Lost Alchemy pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.
]]>
Alkemie to marka, która bardzo wpłynęła na moją decyzję o zakupie wrześniowego Terra Botanica Boxa. Mają dosyć drogie kosmetyki o ciekawych składach i działaniu, więc zdecydowanie miałam ochotę przetestować coś od nich, bo wcześniej nie miałam na to okazji.

Do pudełka trafił bioaktywny tonik mikrozłuszczający Aha, aha – I like it!. Muszę powiedzieć, że akurat ten kosmetyk bardzo mnie ucieszył i z dużą chęcią go wypróbuję. Zawiera on kombinację 7 różnych kwasów AHA. Dwa są naturalne: hibiskusowy, szikimowy, a pięć organicznych: mlekowy, glikolowy, winowy, cytrynowy, jabłkowy. Do tego zawiera całą masę ekstraktów owocowych i roślinnych o działaniu mikro złuszczającym: z borówki, trzciny cukrowej, pomarańczy, cytryny i syropu klonowego.
Cena rynkowa toniku od Alkemie to 85zł za 150ml.
Kolejnym produktem jest krem do cery normalnej i mieszanej Achillea marki Szmaragodwe Żuki. Mam już od nich serum z bakuchiolem (było w majowym Terra Botanica Box), ale planuję je wypróbować dopiero po porodzie. Zresztą tak samo jak krem, gdyż na stronie producenta znalazłam informację, że należy skonsultować jego stosowanie w ciąży z lekarzem (ze względu na obecność ekstraktu z krwawnika w składzie).

Achillea to krem przeznaczony do cery mieszanej z tendencją do zatykania porów w strefie T (czoło, nos, broda). Co ciekawe, w składzie kremu na pierwszym miejscu nie ma wody, a jest ekstrakt z krwawnika o działaniu wybielającym, przeciwłojotokowym i zapobiegającym powstaniu zaskórników. Woda znajduje się na samym końcu INCI, tuż przed substancjami zapachowymi.
Cena rynkowa kremu Achillea od Szmaragdowych Żuków to 99zł za 30g.

Trzecim produktem, który znalazł się we wrześniowym Terra Botanica Boxie jest przecizmarszczkowy krem pod oczy od Babo. Poznałam tę markę również dzięki Lost Alchemy, gdyż myjący olejek do demakijażu Babo znalazł się w edycji z października 2020. Bardzo dobrze mi się go używało, więc i do kremu pod oczy jestem bardzo pozytywnie nastawiona.

Krem pod oczy Babo zawiera mnóstwo składników aktywnych. Wśród nich znalazły się m.in. biomimetyczny neuropeptyd, kofeina, ekstrakt z owoców Goji,ekstrakt z kasztanowca, beta-glukan z drożdży, betaina z buraka cukrowego… I to nie cała lista :) Krem powinien redukować opuchliznę i zasinienia pod oczami, wygładzać i nawilżać. Wygląda obiecująco.
Cena rynkowa kremu pod oczy Babo to 139zł za 15ml.

Ostatnim produktem w pudełku jest kosmetyk marki, której do tej pory za bardzo nie znałam. Gdzieś tam obiła mi się o uszy, ale nie znam za bardzo ich produktów. Mowa o Senkarze i ich masce nawilżającej awokado.

To maseczka w formie proszku, który należy w odpowiednich proporcjach rozrobić w wodzie. Skład maseczki jest krótki, ale treściwy. Zawiera olej z awokado i glukozę, dzięki którym skóra po zmyciu maseczki będzie dobrze nawilżona i miękka.

Nie jestem jakąś ogromną fanką maseczek, ale od czasu do czasu zdarza mi się jakąś nałożyć na twarz w ramach domowego spa. Chętnie wypróbuje i tę od Senkary.
Cena rynkowa maski Senkara to 59zł za 60g.
W pudełku znalazło się też kilka ciekawych próbek:

Za boxa zapłaciłam 215zł + koszt wysyłki do paczkomatu 12,90zł, czyli w sumie 227,90zł. Wartość wszystkich kosmetyków, jakie trafiły do pudełka to 382zł, czyli sporo więcej niż zapłaciłam. Widać, że wybrane produkty nie są przypadkowe. Każda edycja jest przemyślana i fajnie skomponowana. Kosmetyki mają długi termin ważności (tonik, krem pod oczy oraz maska do 2023 roku, a krem Achillea do 09.2022), wiem więc, że są świeże i nie muszę na siłę i na szybko włączać ich do pielęgnacji, aby się nie zmarnowały. Są to produkty pełnowymiarowe, a do nich dołączono sporo ciekawych próbek. Jestem bardzo zadowolona!

Jeśli poszukujecie fajnego, przemyślanego beauty boxa, w którym nie ma miejsca na jakieś przypadkowe produkty, których ktoś chce się po prostu pozbyć, to zdecydowanie polecam Terra Botanica Box z Lost Alchemy :)


Jestem mamą Krzysia i Zuzi oraz żoną Darka. Uwielbiam książki fantasy, postapo, seriale Netflixa i Outlandera. W wolnych chwilach lubię pograć na konsoli lub w jakąś planszówkę (Agricola <3). Praktykuję jogę.
Artykuł Terra Botanica Box – wrześniowe pudełko od Lost Alchemy pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.
]]>Artykuł I love box – Eco Premium Box sierpień 2021 – zawartość pudełka pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.
]]>Koszt Eco Premium Boxa od I love boxa to 89,99zł + 15zł kosztów wysyłki Pocztą Polską, co daje nam kwotę łączną 104,99zł. W środku znalazło się w sumie pięć produktów. Wysyłka miała nastąpić 25-26 sierpnia, ale oczywiście, jak to w przypadku I love boxa, było opóźnienie. Finalnie pudełko zostało nadane dopiero 31 sierpnia i dotarło do mnie dziś – 1 września.
Tymi trzema mega drogimi i mega luksusowymi kosmetykami okazały się trzy produkty marki Carolina Martin: Saponinowy żel do mycia twarzy, Holistyczny krem do twarzy i okolic oczu oraz Multikorekcyjna maska rozświetlająca. Są to wszystkie kosmetyki, jakie w swojej ofercie posiada Carolina Martin. To dla mnie marka całkowicie nieznana. Zresztą się nie dziwię, skoro wyceniają swoje kosmetyki po kilkaset złotych.
Pierwszym produktem z Eco Premium I love box jest Multikorekcyjna maska rozświetlająca o pojemności 100ml. Jej cena na stronie producenta to 1035zł, ale na Allegro i np. w Empiku można ją kupić za – uwaga – 29,99zł. Podejrzewam, że cena jest taka ze względu na krótki termin przydatności, czyli grudzień 2021. Kosmetyki, które trafiły do I love boxa mają identyczną datę ważności, więc no… hmm… Raczej nie są warte kilkaset złotych.

No ale przejdźmy do tego, co się znalazło w składzie tej maski. Niestety dotarł do mnie produkt bez kartonika, na którym podejrzewam, że było zamieszczone INCI. Będę się więc posiłkować składem, który znajduje się na stronie marki. Na pierwszym miejscu w INCI mamy propanediol, czyli roślinny glikol, który jest nośnikiem substancji aktywnych oraz rozpuszczalnikiem kwasów i ekstraktów roślinnych.
Za rozjaśnienie i wygładzenie odpowiada kwas cytrynowy, a kwas hialuronowy nawilża skórę. Jeśli chodzi o wyciągi, to mamy ich kilka: wyciąg z bursztynu (na którym oparta jest cała filozofia serii kosmetyków Carolina Martin), wyciąg z tymianku, wyciąg z korzenia rośliny Boerhavia diffusa oraz wyciąg z kurkumy. Mają one działanie antyoksydacyjne, przeciwzapalne, wygładzające i uelastyczniające skórę. 98,6% wszystkich składników jest pochodzenia naturalnego.
Skład wygląda naprawdę dobrze. Konsystencja jest bardzo żelowa, dosyć gęsta, a sam kosmetyk zamknięty w wygodnej buteleczce z pompką. Opakowanie jest szklane i przezroczyste, dzięki czemu będzie widać, ile produktu zostało. Maskę można stosować trzy razy w tygodniu.
Dodaję dodatkowo skład maski:
Aqua, Propanediol, Glycerin, Cellulose Gum, Carrageenan, Benzyl Alcohol, Ceratonia Siliqua Gum, Sucrose, Parfum, Dipotassium Glycyrrhizate, Amber Extract, Sodium Hyaluronate, Dehydroacetic Acid, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Citric Acid, Thymus Vulgaris Flower/Leaf Extract, Boerhavia Diffusa Root Extract, Curcuma Longa Root Extract, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate
Drugim produktem jest Holistyczny krem do twarzy i okolic oczu Carolina Martin o pojemności 30ml. Tutaj jest podobnie jeśli chodzi o cenę i termin przydatności, jak w przypadku maski. Cena na stronie marki to 730zł, ale w Empiku i na Allegro można kupić za 29,99-31,49zł z datą ważności do grudnia 2021.

Jeśli chodzi o skład, to również prezentuje się on dosyć dobrze. Mamy 98,9% składników pochodzenia naturalnego. Znalazło się w nim sporo ciekawych ekstraktów i dobroczynnych olejów. Przykładowo mamy wyciąg z cykorii (ujednolica koloryt skóry, działa ściągająco, przeciwbakteryjnie i przeciwstarzeniowo), wyciąg z korzenia rośliny Boerhavia diffusa (działa przecizapalnie i przeciwstarzeniowo), wyciąg z bursztynu (ujędrnia i wygładza skórę), wyciąg ze skórki cytryny (działa złuszczająco i rozjaśniająco) czy też wyciąg z korzenia myszopłochu kolczastego (stymuluje mikrokrążenie, dzięki czemu stosuje się go np. przy cerze naczynkowej). Z olejów mamy m.in. olej makadamia, olej z nasion słonecznika oraz olej ze słodkich migdałów.
Krem również jest zamknięty w szklanej buteleczce z pompką, więc korzystanie z niego będzie wygodne. Polecany jest do każdego rodzaju cery.
Skład holistycznego kremu do twarzy i okolic oczu marki Carolina Martin:
Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Coco-Caprylate/Caprate, Cetearyl Olivate, Cichorium Intybus Root Oligosaccharides, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Sorbitan Olivate, Helianthus Annuus Seed Oil, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil, Cetearyl Alcohol, Tocopherol, Hydrogenated Olive Oil, Zea Mays Oil, Caffeine, Olea Europaea Fruit Oil, Sodium Benzoate, Rhizobian Gum, Potassium Sorbate, Sesamum Indicum Seed Oil, Xanthan Gum, Citric Acid, Amber Extract, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Sodium Hyaluronate, Olea Europaea Oil Unsaponifiables, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Ruscus Aculeatus Root Extract, Citrus Limon Peel Extract, Solidago Virgaurea Extract, Caesalpinia Spinosa Gum, Parfum, Gluconolactone, Biosaccharide Gum-1, Sodium Levulinate, Glyceryl Caprylate, Sodium Anisate, Calcium Gluconate
Kolejnym produktem jest Saponinowy żel do mycia twarzy o pojemności 100ml Cena na stronie marki to 529zł, ale w Internecie można ją dostać ponownie za 29,99-31,49zł z terminem ważności do grudnia 2021, czyli dokładnie to samo, co trafiło do I love boxa.

Producent deklaruje ponownie, że 98,6% składników jest pochodzenia naturalnego. Nie jestem jednak w stanie tego ocenić, gdyż na stronie marki przy żelu jest taki sam skład, co przy masce. Napisałam do producenta prośbę o informację, jaki jest jego skład. Jak otrzymam odpowiedź, postaram się uzupełnić wpis.
Przedostatnim produktem z pudełka jest Nawilżający krem pod oczy z Soraya Naturalnie, czyli taki totalny zwyklaczek dostępny właściwie wszędzie. Jego cena regularna to około 15zł, jednak egzemplarz, który znalazł się w I love boxie ponownie ma krótki termin przydatności – jedynie do lutego 2022. W Internecie z taką samą datą ważności można go zakupić za 6zł, więc chyba nie trzeba nic więcej tu komentować…

Skład jest również w porządku. 99% składników jest pochodzenia naturalnego. wśród nich znalazł się propanediol, gliceryna, olej z pestek winogron, olej z ziaren soi, czy też wyciąg z glonu Chlorella vulgaris. Wszystkie te składniki są naprawdę okej i działają nawilżająco i pielęgnacyjnie. Jeśli ktoś unika glikoli i fenoksyetanolu, to ten krem nie będzie dla niego, gdyż i to i to znalazło się w składzie.
Ostatnim produktem z Eco Premium Boxa z sierpnia jest woda różana z Make me Bio o pojemności 100ml. Jej cena regularna to 16zł, jednak można znaleźć taką samą wodę z takim samym terminem przydatności, co w egzemplarzu, który trafił do mnie (grudzień 2021) w innych sklepach za około 8-9zł…

Abstrahując od daty ważności tego produktu, to jest to woda różana, jak woda różana. Nic specjalnego. Miałam już kiedyś jedną buteleczkę i była ok. Nadaje się do pielęgnacji skóry wrażliwej i suchej oraz może zastąpić tonik w pielęgnacji albo posłużyć do maseczek z glinką. I to tyle o niej.
Jak się pewnie domyślacie, moja opinia na temat sierpniowego Eco Premium Boxa jest raczej negatywna. I love box spakował nam do pudełka produkty niby pełnowymiarowe, ale tak naprawdę nie określiłabym ich pełnowartościowymi. Wszystkie mają bardzo krótki termin ważności – cztery z nich jedynie do grudnia 2021, a jeden (woda różana) do lutego 2022 roku. I pewnie nie byłoby w tym nic złego, gdyby I love box poinformował o tym podczas sprzedaży, a nie tylko chwalił się mega wysoką ceną produktów (ponad 2300zł), dając nam tak naprawdę coś, co jest warte zaledwie ułamek tej kwoty.

Podliczając cenę, w jakiej można zakupić każdy z tych kosmetyków mamy kwotę dokładnie 104,97zł, czyli tyle, ile za box trzeba zapłacić z wysyłką. Wygląda to słabo, prawda? Ja się czuję właściwie oszukana. Ok, te kosmetyki Caroliny Martin może i są fajne i mogą dobrze się sprawdzić, ale helllołłł…. ktoś tu nas wprowadził w błąd. No i po raz kolejny, I love box nie wysłał pudełek w podanym czasie, tylko była obsuwa i sierpniowe pudełko trafia do klientów już we wrześniu. No słabo. Otwierając to pudełko, przypomniałam sobie, dlaczego zrezygnowałam z zamawiania tych boxów. A szkoda, bo to był pierwszy box kosmetyczny, na który się zdecydowałam i mimo licznych wtop z terminami i produktami outletowymi, czułam do I love boxa jakiś sentyment. Tą edycją raczej skutecznie mnie wyleczyli z jakichkolwiek myśli na temat zamawiania kolejnych edycji. I love box, ja już Wam dziękuję.

A jak macie ochotę na jakiś fajny box kosmetyczny, to z czystym sumieniem mogę polecić Terra Botanica Box z Lost Alchemy, który jest zawsze na najwyższym poziomie. Jakość produktów, uczciwe podejście do klienta i włożone serce w każdy box, to jest zdecydowanie to, co Terra Botanica Boxy w sobie mają. Jeśli interesuje Was box w niższej cenie, ale po brzegi wypakowany kosmetykami, to zwróćcie uwagę na Pure Beauty Box.
Jestem mamą Krzysia i Zuzi oraz żoną Darka. Uwielbiam książki fantasy, postapo, seriale Netflixa i Outlandera. W wolnych chwilach lubię pograć na konsoli lub w jakąś planszówkę (Agricola <3). Praktykuję jogę.
Artykuł I love box – Eco Premium Box sierpień 2021 – zawartość pudełka pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.
]]>Artykuł Terra Botanica Box – lipcowe pudełko z Lost Alchemy pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.
]]>W lipcowej edycji Terra Botanica Box znalazło się pięć kosmetyków (jeden z nich to miniatura) oraz sześć próbek. Jak zawsze Wiola z Lost Alchemy nie ujawniła zawartości boxa, a jedynie same marki. Są to Samarite, Veoli Botanica, BioUp, Purite oraz Be.Loved.

Box tradycyjnie został przepięknie przygotowany. Mamy śliczną grafikę na pudełku, błękitny papier i uroczą, ręcznie podpisaną przez Wiolę z Lost Alchemy kartkę z podziękowaniem za zakup. To takie małe dodatki, a sprawiają, że jako klientka czuję się bardzo wyjątkowo. Widać, że box jest dopieszczony i mimo, że to nie najtańsza opcja na rynku, to naprawdę warto zapłacić te parę złotych więcej i dostać coś nietuzinkowego i dopracowanego. Jak widać ja nie mogę sobie odmówić żadnej edycji Terra Botanica Box od roku (chociaż w tym miesiącu byłam już bardzo blisko nie kupowania ;) W końcu mam już tyle kosmetyków).

Samarite to jest marka, której jeszcze nie miałam okazji wypróbować, ale bardzo wpadła mi w oko. Bardzo więc się ucieszyłam, widząc logo Samarite wśród zapowiedzianych marek w boxie.

Prebiotyczny żel do oczyszczania skóry z Samarite przeznaczony jest zarówno do twarzy, jak i do całego ciała. Ja jednak zamierzam używać go raczej tylko do twarzy i do demakijażu, gdyż trochę mi go żal zużywać do mycia ciała. Dodatkowo żel nie ma zapachu, więc tym bardziej wydaje mi się odpowiedni do twarzy. Osobiście lubię mocno pachnące żele pod prysznic.

Prebiotyczny żel z Samarite polecany jest dla cery nadwrażliwej, przesuszonej i problematycznej. W składzie królują różnego rodzaju ekstrakty, np. z kory cynamonowca, z kwiatów lawendy, z owoców dzikiej róży, czy też z korzenia imbiru. To oczywiście tylko kropla w morzu wyciągów, jakie trafiły do żelu. Ich lista jest naprawdę imponująca!
W boxie znalazła się wersja pomniejszona – 100ml. Normalnie żel ten można zakupić w pojemności 300ml za 89,99zł. Przyjmuję więc cenę 100ml na około 30zł.
Drugim produktem z boxa jest maseczka gommage z Veoli Botanica. Maseczka jest zamknięta w szklanej buteleczce z pompką, co jest ciekawym rozwiązaniem. Do tej pory trafiałam na maseczki albo w tubce, albo w słoiczku.

W składzie maseczki mamy m.in. olej z pestek słonecznika, glinkę białą, wyciąg z truskawki, wyciąg z indyjskiej bazylii, czy też olej a nasion żurawiny. Maseczka powinna odżywiać, wygładzać i przywracać miękkość skórze. Do tego powinna ujędrniać i wyrównywać koloryt.

Cieszę się, że ta maseczka trafiła do boxa. Nie miałam okazji korzystać z kosmetyków Veoli Botanica, a ich skład i obiecane działanie wyglądają naprawdę zachęcająco. Fajne jest to, że producent proponuje dwa sposoby stosowania tej maseczki – albo nałożyć maseczkę, pozostawić do wchłonięcia i zrolować palcami po około 20-25 minutach, albo pozostawić na skórze przez krótszy czas (od 5 do 15 minut), a następnie zmyć za pomocą wody lub toniku. Ja chyba na początku wypróbuję sposób nr 1.
Cena rynkowa maseczki Veoli Botanica to 79zł.
Kolejnym produktem w Terra Botanica Boxie jest krem Sunny Glow Cream z Be.Loved. To ciekawy kosmetyk. W składzie pierwsze dwa miejsca zajmują hydrolat malinowy i z róży damasceńskiej. Dopiero po nich jest woda. Poza nimi mamy m.in. kwas hialuronowy, niacynamid, olej konopny. Jest to więc super prrdukt pod względem pielęgnacyjnym. Za rozjaśnienie i efekt glow na skórze odpowiadają Mica oraz bioferment z aceroli, który jest bogaty w witaminę C.

Krem polecany jest dla cery mieszanej, wymagającej i naczynkowej. Zgodnie z obietnicami producenta powinien być lekki, dobrze nawilżać, dawać delikatny efekt brązujący i naturalnej opalenizny oraz rozświetlenia. Po pierwszym rozsmarowanie na skórze rzeczywiście krem daje subtelny, bardzo ładny efekt.

Cena rynkowa kremu B.Loved to około 78zł.

Przedostatnim kosmetykiem w Terra Botanica Boxie jest krem do rąk z Purite. Ma przepiękny, intensywny i bardzo zmysłowy zapach patchouli. Krem jest dosyć treściwy i długo pozostaje na skórze dłoni, tworząc lekko tłustawą warstwę. Raczej zostawię sobie ten krem na jesień i zimę ze względu na bogatą konsystencję.

W składzie mamy m.in. olej kokosowy, olej ze słodkich migdałów, masło shea, masło jojoba, olej z baobabu oraz wosk pszczeli. Do tego hydrolat z róży damasceńskiej i wyciąg z aloesu. Jak widać to jeden z bardziej regenrujących, odżywczych i tłustszych kremów.

Cena rynkowa kremu Purite to 47zł.

Ostatnim kosmetykiem z lipcowego Terra Botanica Boxa jest Eko sorbet Limona z BioUp. To produkt, który ucieszył mnie najmniej, gdyż BioUp nie jest moją ulubioną marką kosmetyczną. Ich sorbet mango jest dla mnie zdecydowanie za tłusty, a jaki będzie sorbet limona? Mam nadzieję,że lepiej mi podpasuje, jednak zerkając na skład, spodziewam się podobnego tłuściocha, co mango.

Producent zapewnia, że sorbet Limona nada się do pielęgnacji każdego rodzaju cery również tej problematycznej, tłustej i mieszanej. W składzie mamy jednak masło shea, masło mango, olej konopny, olej jojoba, skwalan, macerat z liści brzozy w oleju słonecznikowym. Wygląda to więc dosyć treściwie i tłusto. Ale jak użyję, to się przekonam ;) Na razie podchodzę do tego sorbetu z pewnym dystansem.

Cieszę się za to, że do pudełka trafił ten mniejszy słoiczek – 30ml. Będzie taki akurat do testów.
Cena rynkowa to 39zł za 30ml.

W lipcowym Terra Botanica Box znalazło się również 6 próbek:

Mimo, że zazwyczaj nie zużywam próbek, to akurat z tych z Samarite bardzo się ucieszyłam, bo już dawno chciałam wypróbować ich krem. Może akurat mi podpasuje i zdecyduję się na pełnowymiarowy produkt? Tym bardziej, że dostałam również ulotkę z 10% rabatu do końca sierpnia 2021.
Łączna wartość wszystkich kosmetyków w lipcowym Terra Botanica Boxie to 273zł. Box kosztował 175zł + koszt wysyłki 13,90zł, czyli w sumie 188,90zł. Wartość produktów nie jest więc znacznie wyższa, niż cena, którą płacimy, ale uważam, że nadal wypada nieźle. Tym bardziej, że do Terra Botanica Boxa nie trafiają kosmetyki przypadkowe. Są to naprawdę dobre jakościowo i składowo, często z wyższej półki produkty, na które nie często pojawiają się promocje.

Najbardziej jestem zadowolona z żelu Samarite, gdyż jest to marka, która już dawno mnie kusiła swoimi produktami, ale ich cena lekko odstraszała. Poza żelem otrzymałam też dwie próbki – kremu i balsamu i z chęcią je przetestuję przed ewentualnym zakupem. Bardzo ucieszyła mnie również maseczka gommage Veoli Botanica. To również marka, której nie miałam okazji wypróbować, a zawsze wydawała mi się dosyć ciekawa. Jestem jej bardzo ciekawa, tym bardziej, że ma rozjaśniać skórę, a mi ostatnio tego właśnie potrzeba.

Miłą niespodzianką okazał się również krem do rąk z Purite. Ma naprawdę ciekawy, świeży zapach i myślę, że sprawdzi mi się bardzo dobrze nadchodzącej jesieni. Do marki Be.Loved pochodzę z lekką rezerwą. Testowałam ich krem pod oczy, który znalazł się w świątecznej edycji Terra Botanica Boxa i nie byłam jakoś za specjalnie zachwycona, a jego cena jest niemała. Zobaczymy, jak wypadnie krem. Najmniej mnie ucieszył Eko Sorbet Limona z BioUp, gdyż używałam już ich sorbetu mango i był dla mnie tłusty. Jaki będzie ten, to się okaże, jednak patrząc na skład (masło shea na pierwszym miejscu), również spodziewam się tłuścioszka.

Ogólnie oceniam lipcowy Terra Botanica Box bardzo pozytywnie. Wolałabym, że trafiło do niego coś innego, niż sorbet Limona z BioUp, ale reszta kosmetyków wydaje mi się naprawdę warta uwagi i chętnie je przetestuję. Cena boxa nie jest mała, ale uważam, że jak na tak wysoką jakość zarówno kosmetyków, jak i oprawy całego pudełka, warto skusić się na Terra Botanica Box, tym bardziej, że pojawia się co dwa miesiące, a nie co miesiąc. Można taką kwotę odłożyć i raz na dwa miesiąca sprawić sobie coś wyjątkowego.
Jestem mamą Krzysia i Zuzi oraz żoną Darka. Uwielbiam książki fantasy, postapo, seriale Netflixa i Outlandera. W wolnych chwilach lubię pograć na konsoli lub w jakąś planszówkę (Agricola <3). Praktykuję jogę.
Artykuł Terra Botanica Box – lipcowe pudełko z Lost Alchemy pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.
]]>Artykuł Terra Botanica Box – edycja maj 2021 pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.
]]>Jak to w przypadku Terra Botanica Box znane były wyłącznie marki, a nie same produkty. Wiadomo było, że znajdą się w nim dwie premiery: coś z Lost with Botanicals oraz z Polemiki. Pozostałymi markami są Szmaragdowe Żuki i Lovish.

W majowym Terra Botanica Boxie znalazł się premierowy produkt Lost with Botanicals. To nowy soczek, tym razem kwiatowy: Flower juice rich boosting essence. W kalendarzu adwentowym z Lost Alchemy mam cytrusowy soczek, ale jestem z niego średnio zadowolona. Może kwiatowa wersja bardziej mi przypadnie do gustu – na to liczę! :)

W składzie mamy wodę z magnolii champaka, która świetnie nadaje się do pielęgnacji cery wrażliwej, dojrzałej, ale też mieszanej. Przywróci jej blask i zadziała przeciwstarzeniowo. Ma intensywny kwiatowy zapach, mam więc nadzieję, że i soczek będzie pięknie pachniał :) W składzie znalazła się również witamina C, olej z dzikiej róży, ekstrakt ze śliwki kakadu, bioferment z aceroli – możemy się więc spodziewać silnego działania rozjaśniającego i antyoksydacyjnego.
Do tego soczek zawiera łagodne kwasy, które można stosować nawet będąc w ciąży lub karmiąc piersią. Bardzo mnie to cieszy, bo soczek nie będzie musiał czekać do jesieni aż urodzę :)
Cena rynkowa to 245zł za 100ml.
No i mamy kolejną nowość, tym razem marki Polemika. To przeciwstarzeniowy krem pod oczy z efektem roświetlenia. Nie korzystałam jeszcze z żadnego kosmetyku z Polemiki, jestem więc bardzo ciekawa tego kremu.

W składzie znalazł się olej ze słodkich migdałów, ekstrakt z Akmelii, kofeina i dermochlorella. Krem powinien więc zmniejszać opuchliznę i obrzęki, a także dobrze nawilżać skórę pod oczami, działać ujędrniająco i pobudzająco na produkcję kolagenu. Dzięki zawartej w kremie trehalozie, kwasie hialuronowemu oraz hydrolatowi z zielonej herbaty, nasza skóra będzie dobrze nawilżona, wzmocniona i zabezpieczona przed wolnymi rodnikami. Skład tego kremu wygląda naprawdę dobrze i jestem bardzo ciekawa jego działania. Polemice należy się duży plus za buteleczkę airless.
Cena rynkowa to 95zł za 15ml.
Przedostatni produkt z pudełka przeznaczony jest do pielęgnacji ciała. To scrub Fruit Ecstasy marki Lovish. Jest gruboziarnisty i pachnie owocami egzotycznymi.

Scrub zawiera dobroczynne oleje takie jak olej z marakui, z marchwi, z avokado, z pestek moreli, kokosowy oraz masło mango i karite. Jak wiadomo oleje mają świetne działanie odżywcze, natłuszczające, regenerujące i ochronne.Chętnie wypróbuję, a egzotyczny zapach będzie akurat na lato.
Cena rynkowa to 79zł za 200g.
Ostatnim produktem z majowego Terra Botanica Box jest Bakuchiol Booster marki Szmaragdowe Żuki. W serum znalazło się maksymalne stężenie bakuchiolu, jakie może być, czyli 1%. Bakuchiol to roślinny retinoid. Prawdopodobnie jest tak skuteczny jak retinol (ale z tego, co się orientuję jest to kwestia dla niektórych sprzeczna i nie ma wystarczających na to badań), ale łagodniejszy i mogą go używać kobiety w ciąży i karmiące piersią. Ja jednak mimo wszystko poczekam jeszcze trochę z jego używaniem aż urodzę i skończę karmić piersią. Termin ważności to kwiecień 2022, więc powinnam zdążyć ;)

Poza 1% bakuchiolu w boosterze znalazły się również inne dobroczynne składniki: olej z pestek jabłek, olej z nasion malin, skwalan, bisabolol, witamina E, olej słonecznikowy. Zapowiada się więc bomba odżywczo-przeciwstarzeniowo.
Cena rynkowa to 115zł za 15ml.
Terra Botanica Box określiłabym jak box luksusowy, eksluzywny. Zazwyczaj jego cena sporo przewyższa średnią cenę innych boxów dostępnych na rynku i zawiera sporo mniej produktów, ale mocno wyselekcjonowanych, ekskluzywnych o wysokiej cenie rynkowej. Z tego powodu nie jest to pudełko dla każdego. Sama podczas decydowania o zakupie, bardzo się zastanawiam. Z jednej strony wiem, że otrzymam przemyślany box z kosmetykami z wyższej półki, których prawdopodobnie oddzielnie bym nie kupiła. Z drugiej jednak strony jest to wysoka cena (w przypadku edycji majowej 279zł + 13,90zł za wysyłkę) za produkty, których nie znam przed zamówieniem.

Do majowej edycji trafiły jedynie 4 produkty. Są to kosmetyki pełnowymiarowe o naturalnych, dobrych składach. Box kosztował w sumie 292,90zł wraz z kosztami dostawy (swoją drogą szkoda, że przy takiej cenie pudełka dostawa nie jest darmowa), a produkty, które się w nim znalazły mają łączną wartość 534zł. Wartość ta została znacznie podbita przez cenę soczku-esencji z Lost with Botanicals (aż 245zł [sic!]) i wydaje mi się, że raczej nie zdecydowałabym się na zakup tego kosmetyku oddzielnie, w regularnej cenie. Biorąc pod uwagę, że wartość produktów prawie dwukrotnie przewyższa kwotę, jaką się płaci, to box się opłaca. Jednak nie ma co ukrywać – nawet te niecałe 300zł to dla wielu osób spora kwota, tym bardziej jak na jedynie 4 produkty.
Ja ogółem jestem całkiem zadowolona z zawartości, jednakże tak jak pisałam, nie zdecydowałabym się raczej na zakup tych kosmetyków oddzielnie. Jest naprawdę sporo innych produktów o podobnym działaniu i również dobrych składach. Decyzja jednak należy do Ciebie, czy chcesz i czy masz na to środki, aby wypróbować kosmetyki z wyższej półki :)

Jestem mamą Krzysia i Zuzi oraz żoną Darka. Uwielbiam książki fantasy, postapo, seriale Netflixa i Outlandera. W wolnych chwilach lubię pograć na konsoli lub w jakąś planszówkę (Agricola <3). Praktykuję jogę.
Artykuł Terra Botanica Box – edycja maj 2021 pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.
]]>Artykuł Pigment Box – edycja urodzinowa pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.
]]>Drogeria Pigment dosyć regularnie przygotowuje swoje boxy. Mieliśmy wspomniany już box jesienny, a także box makijażowy i skupiający się na produktach do pielęgnacji włosów. Te dwa ostatnie sobie odpuściłam, ale do tak wypchanych pudełek produktami do pielęgnacji twarzy mam słabość ;) Box kosztował 199zł i wyprzedał się bardzo szybko. Naprawdę się temu nie dziwię! Cała zawartość była wcześniej ujawniona i odpowiednio zareklamowana. Przejdźmy więc do zajrzenia, co znalazło się w urodzinowym Pigment Boxie.

Pierwszym produktem jest hydrofilny olejek do demakijażu od IOSSI. Bardzo ucieszył mnie ten produkt. Nie dość, że ma super skład, to tak naprawdę u mnie olejków do demakijażu nigdy dość ;)

Ten kosmetyk to mieszanina kilku olejów: z pestek śliwki, z pestek moreli, krokoszowego, jojoba, rokitnikowego i z lnianki siewnej. Jak widać to prawdziwa bomba odżywcza i świetny produkt do zmywania makijażu, nawet wodoodpornego. Polecany jest przede wszystkim do cery dojrzałej, suchej i wrażliwej.
Cena rynkowa olejku IOSSI to 79zł za 100ml.
Drugim produktem z Pigment Boxa jest peeling AHA 30% z marki Lynia. Peeling ten kojarzy mi się krwawym peelingiem z The Ordinary i cieszę się, że trafił do boxa. Co prawda obecnie nie będę mogła go użyć ze względu na ciążę, ale na szczęście termin ważności jest aż do lutego 2023 roku, więc na spokojnie na mnie poczeka :)
W skład peelingu Lynia wchodzą kwasy AHA: migdałowy 10%, winowy, glikolowy, mlekowy i cytrynowy. Peeling przeznaczony jest do pielęgnacji każdego rodzaju cery, a zwłaszcza powinien się dobrze sprawdzić przy cerze skłonnej do niedoskonałości, tłustej. Przy stosowaniu tego produktu należy jednak pamiętać o wysokiej ochronie przeciwsłonecznej, gdyż łatwo można się nabawić przebarwień.
Peeling powinien złuszczyć martwy naskórek, zniwelować widoczność blizn i zmarszczek, a także ładnie wygładzić skórę. Do tego wspomaga walkę z trądzikiem. Na początek zaleca się użycie niewielkiej ilości produktu i zmycie go po maksymalnie 5 minutach. Wraz z kolejnymi użyciami czas pozostawienia peelingu na twarzy można stopniowo wydłużać nawet do 10 minut.
Cena rynkowa to 47zł za 30ml.
Kolejnym produktem jest bogaty tonik do twarzy Sensum Mare Algotonic. Tonik zamknięty jest w wygodnej buteleczce z pompką. Polecany jest do codziennej pielęgnacji skóry, która potrzebuje nawilżenia, czyli właściwie do każdej :)

W składzie mamy wodę z lodowca norweskiego i wzmacniającą naczynka wodę chabrową. Do tego niskocząsteczkowy kwas hialuronowy i kilka wyciągów: suszonej plechy morszczyna pęcherzykowatego, z plechy algi i z z glonów Porphyra umbilicalis. Jak widać mamy tutaj zarówno działanie nawilżające, jak i łagodzące podrażnienia i przeciwzapalne. W składzie jest też gliceryna, więc po użyciu można czuć lepkość na twarzy. Ja jednak bardzo lubię tego typu toniki, zwłaszcza przy wieczornej pielęgnacji. Jestem więc bardzo ciekawa tego produktu.
Cena rynkowa to 39zł za 100ml.
Następnym produktem w Urodzinowym Pigment Boxie jest krem pod oczy z Nowej Kosmetyki. Nie używałam jeszcze żadnych kosmetyków do pielęgnacji twarzy z tej marki, jestem więc bardzo ciekawa. Ogółem preferuję kremy po oczy w tubce lub buteleczce airless, a ten jest w słoiczku. Mimo to, chętnie go wypróbuję.

Już na pierwszym miejscu w składzie kremu znalazł się hydrolat kawowy, który dobrze działa na zmniejszenie opuchlizny. Później mamy wodę i olej z opuncji figowej, który stymuluje produkcję kolagenu w skórze i powstrzymuje rozkład elastyny, dzięki czemu skóra utrzymuje jędrność. Do tego przecistarzeniowe wyciąg z wina i nawilżający kwas hialuronowy. Skład cudo :)
Cena rynkowa to 45zł za 15ml.
Poza krem pod oczy w pudełku znalazł się również krem do twarzy Make Me Bio przeznaczony dla skóry suchej i wrażliwej. Miałam już ich inny krem, ten zielony, dla cery skłonnej do wyprysków, ale jakoś średnio mi się spisał. Ciekawe, jak będzie z jego różowym bratem ;)

Krem ma sporą pojemność, bo aż 60ml i zamknięty jest w szklanym słoiczku z nakrętką. W składzie kremu znajdziemy hydrolat z róży damasceńskiej, olej ze słodkich migdałów, olej jojoba, olej macadamia i olej z pestek słonecznika. Po składzie krem ten wygląda na taki dosyć zwykły, uniwersalny produkt, który powinien się sprawdzić dla większości osób.
Cena rynkowa to 54zł za 60ml.
Do Pigment Boxa trafił również taki maluszek – 5ml serum wygładzającego od Resibo. Serum znalazło się w niewielkiej buteleczce z pipetką. Wygląda uroczo ;)

W składzie mamy skwalan roślinny, olej z nasion ogórecznika, olej buriti i olej marula. Dodatkowo trafiła tam również pochodna witaminy C. Po serum spodziewam się więc dobrego odżywienia, nawilżenia, wygładzenia i zapobiegania powstawania przebarwień.
Cena rynkowa to 129zł za 30ml. W pudełku znalazło się 5ml, przyjmuję więc cenę 21,50zł.
No i nadeszła na gwiazdę tego pudełka (jak dla mnie), czyli krem z SPF50 Bielendy Professional. Uwielbiam kremy z filtrem, a ten z Bielendy chciałam po prostu przetestować i trafiła się okazja, więc skorzystałam. Właściwie to ten SPF przesądził, że zdecydowałam się na Pigment Box.

W składzie mamy filtr organiczny Octocrylene i filtry chemiczne: Methylene bis-benzotriazolyl tetramethylbutylphenol oraz Butyl methoxydibenzoylmethane. O ile ten pierwszy filtr jest fotostabilnym filtrem UV nowej generacji, o tyle ten drugi budzi pewne wątpliwości. Może być on jednak stosowany w maksymalnym stężeniu 5% i nie powinien szkodzić, będąc w towarzystwie inny filtrów, które go „stabilizują”. Wydaje mi się, że Bielenda wie, co robi i nie zrobiłaby kremu ze szkodliwymi substancjami. Jeśli jednak ktoś unika tego składnika, to nie jest to SPF dla niego.
Poza filtrami w kremie znalazły się też składniki stricte pielęgnujące: prebiotyki (wspierają odbudowę mikrobioty skóry), Beta-Glukan (działa łagodząco i głęboko nawilżająco) i ekstrakt z wąkroty azjatyckiej (koi, łagodzi, regeneruje i wzmacnia skórę).
Cena rynkowa kremu to 73,99zł za 50ml.
Następnym produktem z boxa jest liftingująca maseczka Owies & Bambus marki Mokosh. Jest to kosmetyk, który już znam. Trafił mi się już w jednym z Chillboxów i już zużyłam cały słoiczek.

Maseczkę można używać na dwa sposoby. Albo nałożyć na około 30 minut i następnie spłukać, albo zostawić na twarzy na całą noc i zmyć rano. Maseczka powinna działać liftingująco, nawilżająco i przeciwstarzeniowo. Przyjemnie mi się jej używało, ale nie jest to mój numer 1.
Cena rynkowa to 45zł za 15ml.
Ostatnim kosmetykiem w Pigment Boxie jest pomadka malinowa marki La-Le. Bardziej nazwałabym ją balsamem w tubce, ale ogółem jest przyjemna w użytkowaniu.

Skład jest dosyć prosty – wosk pszczeli, masło shea, olej kokosowy. Pomadka ma ładny, czerwony kolor i bardzo ładnie, malinowo pachnie. Pomadki zawsze zużywam w każdej ilości, więc na pewno się u mnie nie zmarnuje.
Cena rynkowa to 15zł za 15ml.
Ostatnim produktem, jaki znalazł się w Urodzinowym Pigment Boxie jest jadeitowa płytka Gua-Sha do masażu twarzy.

Do tej pory korzystałam z wałka jadeitowego do masażu twarzy, ale chętnie wypróbuję również tę płytkę. Taki masaż stymuluje ukrwienie, działa upiększająco i ujędrniająco.
Cena rynkowa 15-25zł.
W Pigment Boxie znalazły się kosmetyki, z których właściwie można zbudować prawie całą pielęgnację. Jedyne czego brakuje to żel lub pianka do mycia twarzy (drugi etap oczyszczania). A tak to mamy olejek do demakijażu, peeling, tonik, serum, krem pod oczy, krem do twarzy, krem z SPF50, pomadkę do ust, a nawet płytkę Gua-Sha do masażu twarzy! To naprawdę ogrom produktów na prawie każdy etap pielęgnacji.

Cena boxa to 199zł (dostawa jest darmowa przy zamówieniach na kwotę min. 150zł), a wartość wszystkich produktów to aż 434,50zł! To ponad dwukrotnie więcej niż to, co płacimy. Oczywiście, jakbyśmy polowały na te produkty w promocjach, to wartość byłaby niższa, ale tutaj zliczam cenę regularną. Super jest też to, że nie musimy na niego długo czekać. Sprzedaż rozpoczęła się w poniedziałek 24 maja 2021, a ja boxa miałam u siebie już we środę!

Muszę przyznać, że kolejny raz jestem pod wrażeniem tego, jaki box przygotowała Drogeria Pigment. Jest naprawdę przemyślany, wszechstronny i w super cenie. Otrzymujemy 10 produktów w cenie o ponad połowę mniejszej. To się naprawdę opłaca. Żaden z tych kosmetyków nie wydaje się zbędny, żaden nie jest taką „zapchaj dziurą”, aby dorzucić jeszcze jeden produkt. Duży plus przyznaję również za umieszczeni kremu z filtrem SPF50 w pudełku. To naprawdę istotne, aby stosować wysoką ochronę przed promieniowaniem.
Jestem mamą Krzysia i Zuzi oraz żoną Darka. Uwielbiam książki fantasy, postapo, seriale Netflixa i Outlandera. W wolnych chwilach lubię pograć na konsoli lub w jakąś planszówkę (Agricola <3). Praktykuję jogę.
Artykuł Pigment Box – edycja urodzinowa pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.
]]>Artykuł Beauty Eco Expert Box – zawartość premierowego pudełka – kwiecień 2021 pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.
]]>
Pierwszym produktem, który trafił do debiutanckiego Beauty Eco Expert Boxa jest Hydrofilowa pasta myjąca z BioUp. Właściwie to ten kosmetyk sprawił, że zdecydowałam się na to pudełko, gdyż już od pewnego czasu miałam w planach przetestowanie go.

W składzie mamy olej z pestek moreli, olej awokado, masło shea, glinkę i ekstrakty owocowe: z jeżyny, truskawki i maliny, czyli same dobroci. Pasta jest hydrofilowa, co oznacza, że po połączeniu jej z wodą, zmienia się w emulsję i później łatwo spłukuje się wodą. Spodziewam się pięknego, owocowego zapachu i przyjemnego uczucia po użyciu – a jak będzie, to się okaże :) Czuję jednak, ze to będzie kolejny kosmetyk do mycia, zaraz po tym jak zużyję dotychczasowy.
Cena rynkowa to 48zł.
Kolejnym produktem, który również był wcześniej ujawniony jest serum Summer Night Breezer marki Biały Koteł.

Serum pełne jest dobroczynnych olejów: z nasion krokosza, z nasion czarnuszki, z pestek malin, abisyńskiego, z nasion bawełny. Do tego witamina E i A oraz olejki eteryczne. Nałożone na noc pomoże w odbudowie bariery hydrolipidowej, zregeneruje i odżywi skórę.
Serum zamknięte jest w szklanej buteleczce z pipetą. Chętnie je wypróbuję, ale dopiero za jakiś czas, bo tymczasowo nie mogę używać produktów z witaminą A.
Cena rynkowa serum to 49zł.
Biały Koteł Hydrolat Róża damasceńska – 100ml
Trzecim i ostatnim ujawnionym wcześniej produktem jest hydrolat różany również marki Biały Koteł.

Hydrolat ten nie zawiera konserwantów. Działa łagodząco, przeciwzapalnie, łagodząco i relaksująco. Wspomaga ukrwienie i przywraca kwaśny odczyn skóry. Jest to więc kosmetyk, który przyda się każdej z nas :) Tym bardziej, że powinien pasować każdemu typowi cery.
Cena rynkowa to 30zł.
Produktem, który był całkowitą niespodzianką jest Bio Olejek do demakijażu marki Orientana. Jest mi to znana marka. Co jakiś czas, w miarę regularnie pojawia się w jakimś boxie.

W składzie mamy mieszankę świetnych olejów takich jak olej z nasion słonecznika, ze słodkich migdałów, sezamowy, ryżowy i Neem. Do tego mamy dodatek witaminy E. Ten olejek będzie więc nie tylko zmywał makijaż, ale też pięknie odżywiał i pielęgnował skórę.
Cena rynkowa olejku to 59 zł.
Mamy następny produkt od Orientany, czyli esencję Papaja & Kurkuma. Nie używam na co dzień esencji w swojej pielęgnacji, ale czemu nie włączyć nowego produktu? :) Tym bardziej, że patrząc na skład, ten zapowiada się całkiem nieźle.

Przede wszystkim mamy w nim trehalozę, która działa świetnie przeciwutleniająco i fajnie nawilża. Poza tym tytułowe papaja (odżywia) i kurkuma (odświeża i wyrównuje koloryt skóry), owies (o działaniu łagodzącym) oraz rozmaryn.
Cena rynkowa to 56zł.
Ostatnim kosmetykiem, jaki trafił do premierowego Beauty Expert Boxa jest olejek Emolio z Go Nature.

Zawiera estry masła shea, który odżywia skórę, olej ze słodkich migdałów, ktróy łagodzi podrażnienia oraz antyoksydacyjną witaminę E, która poprawia elastyczność skóry. Olejek może służyć jako olejek do masażu, aromaterapii lub jako emolient do kąpieli.
Z Go Nature miałam już do czynienia, dzięki I love box. Nie jestem fanką tej marki, ale właściwie jest ok. Zobaczymy, jak sprawdzi mi się ten olejek.
Cena rynkowa to 59,99zł.
Do Beauty Eco Expert Boxa trafił również tzw. umilacz, jakim jest baton kokos + czekolada. Zazwyczaj nie przepadam za słodyczami w takie formie, ale jak już mi się trafił, to go spróbuję. A nuż bardzo mi podpasuje ;)

Cena rynkowa to ok. 5zł.
Wartość wszystkich produktów, które znalazły się w w premierowym pudełku Beauty Eco Expert wynosi ponad 300zł. To aż sześć pełnowymiarowych produktów i jeden umilacz! Muszę przyznać, że wychodzi całkiem nieźle :)

Dobrze, że produkty są zróżnicowane – mamy olejek do demakijażu, pastę myjącą, hydrolat, esencję, serum i olejek. Dokładamy to tego swój krem i mamy pełną wieczorną pielęgnację. Szkoda może tylko, że dwie marki powtarzają się (Orientana i Biały Koteł), ale uważam, że i tak wychodzi super. Tym bardziej przy kwocie, którą się płaci, czyli 89,99zł plus koszty wysyłki 15zł.
Niestety czas oczekiwania na box był dosyć długi. Pierwszą edycję, zwaną też marcową, zamówiłam w marcu właśnie i w tym miesiącu spodziewałam się wysyłki. Nastąpiła ona jednak w ostatnim tygodniu kwietnia. No i druga sprawa – już organizacyjna, ale box został wysłany na mój adres rozliczeniowy, a nie na adres dostawy. To taki szczegół, ale odrobinę mi utrudnił odebranie.

Podsumowując całość, czyli koszt boxa (104,99zł), wartość zawartości (307zł) oraz liczbę produktów (6 kosmetyków + umilacz + próbki), wychodzi naprawdę fajny stosunek ceny do tego, co się otrzymuje. Jeśli lubisz naturalne kosmetyki o dobrym składzie, to myślę, że to pudełko fajnie Ci się sprawdzi.
Jestem mamą Krzysia i Zuzi oraz żoną Darka. Uwielbiam książki fantasy, postapo, seriale Netflixa i Outlandera. W wolnych chwilach lubię pograć na konsoli lub w jakąś planszówkę (Agricola <3). Praktykuję jogę.
Artykuł Beauty Eco Expert Box – zawartość premierowego pudełka – kwiecień 2021 pochodzi z serwisu TakieToMiłe.pl.
]]>